Zapiski z rodzinnego zoo...
RSS
niedziela, 17 czerwca 2018
16 czerwca...

Ten szesnasty w ostatnich latach zawsze jakoś pod górkę wychodzi, zwłaszcza odkąd odeszła Pajęczyca. A trudno go przegapić, bo to imieniny babci.

Wczoraj też było pod górkę...

W piątek po południu dostałam listę punktów do przygotowania na poniedziałkowy poranek, taką na duże kilka godzin w moim wydaniu. W poniedziałek idę z Sępem do specjalisty, co oznacza, że punkty były do zrealizowania przed poniedziałkiem.

W piątek się nie dało, bo jak dopadła mnie Mesz to koniec. Kąpanie, zakładanie sukienki Ali - Mesz zdejmuje, ja zakładam, góra książeczek, głównie "Rower Mateusza" i "Łódka Jurka", a w końcu uśpiłyśmy się nawzajem.

Wczoraj M zabrał zoo na działkę, a ja miałam tylko skoczyć po pieluchy i owoce - co zajęło mi mnóstwo czasu, bo zostawiłam portfel w domu. Potem coś sobie nadpisałam:D Potem wcisnęłam kombinację klawiszy odkręcającą ekran o 90st. Nawet nie wiedziałam, że w ogóle tak się da... A potem w końcu VPN się wywalił i musiałam restartować komputer i od nowa pootwierać katalogi, pliki... Blondynka po przerwie w życiu zawodowym, za to z problemami ze snem i małymi dziećmi...

No i na dziś mi zostało. Przyjechałam sobie do biura o 5:50 i dłubię. Odpowiadając na pytanie Agatki "Jak tam w nowej pracy?" - HARDCORE. Koncepcyjnie ok, ale jeśli chodzi o wdrażanie...

Pytanie czy się zwolnię czy zostanę zwolniona:D na razie otwarte. 

Tagi: codziennik
08:58, blueish
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 czerwca 2018
Podglądaczka

Zabrałam się wreszcie za przyniesioną przez Mikołaja(!) korespondencję Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza/

Klimat fantastyczny, żarciki słowne, aluzje wypełzające spomiędzy linijek, zaangażowanie, bliskość...

Tylko czuję się jak podglądaczka i szczerze wątpię, by - gdyby w latach 60-tych istniał fb - Szymborska wysyłałaby do  Lysobyków selfie z kawą przy biureczku, a chwilę później pikałby i jej smartfonik i przychodziłoby zdjęcia pana Filipowicza z wędką, na której dynda się rybka...

Wisława Szymborska Kornel Filipowicz "Najlepiej w życiu ma Twój kot. Listy".

Pierwsza hulajnoga Meszy

poniedziałek, 04 czerwca 2018
Gdzie ja mieszkam...?

Pytanie jest zasadne.

Zdekomunizowano nam ulicę, ale sąd nie-najwyższej instancji cofnął tę zmianę i teraz tak szczerze to nie wiem na jakiej właściwie ulicy mieszkam:D

Może się dowiem przy okazji robienia nowych dowodów dla zoo, bo się im skończyły.

Dowiedziałam się też, że jestem mniejszością. Nie, nie dlatego, że nie mam i nie oglądam telewizji, ani też nie dlatego, że mamy czwórkę dzieci. 

Znajoma na fb podlinkowała czyjś blogowy komentarz do pisma, które Ordo Iuris wystosowało do KRRiT w sprawie jakiejś bajki dla dzieci, w której jeden z bohaterów jest wychowywany przez parę gejów. W komentarzu - oprócz niezbyt przychylnej recenzji poczynań Ordo Iuris - przeczytałam także, że "Gdy obserwujemy rodziców, którzy odwożą i odbierają dzieci z przedszkola, możemy zauważyć, że każda rodzina jest inna, a tych tradycyjnych jest mniejszość".

Między bezmyślnym parytetem, a dyskryminacją jest jeszcze miejsce na zdrowy rozsądek, szacunek  i zwykłe lubienie innych ludzi, i hetero i homo. 

Nie wiem w jakim świecie żyje autorka tego bloga. W moim - rodzin z mamą i tatą jest zdecydowana większość i tego życzę wszystkim:)

Dzień Mamy

... miał miejsce w maju jak to u nas jest w zwyczaju.

O mateczko, tyle na codzień dla żartów rymujemy z Padlinożercą, że w nałóg mi weszło.

piątek, 25 maja 2018
Wycinanki łowickie

Rekin z przyjacielem tworzą wycinanki "łowickie". 

Na wycieczkę do Łowicza wysłaliśmy dzieciaki w najbrzydszy dzień tegorocznego maja i chyba tej wiosny, ale nie wyglądali na przejętych tym faktem...

Piękny portrecik zawdzięczamy Ani, która swojemu synowi wkłada do śniadaniówki - najpyszniejsze rzeczy na drugie śniadanie:) Dzięki! I za portrecik i za pyszności.

Meszor w akcji

Meszor co i raz dopada coś, co niekoniecznie nadaje się dla niespełna dwuletnich dzieci. Na szczęście często da się to wymienić na coś innego i rozwiązać problem niskim nakładem sił, środków i uszczerbku na słuchu.

Ale we wtorek... We wtorek zdarzyło się po ósmej, że chłopcy oglądali bajkę, Meszor czymś się bawił, a my jedliśmy bezdzietną kolację. Czy może obiad...? I tak było miło i sielsko aż do momentu kiedy to Mesz przyszła do kuchni z kubełkiem proszku do prania pokazać nam jak się fajnie usypuje z niego wzorki na podłodze. Od kuchni do łazienki, a w łazience armagedon.

Musiałam mieć żądzę mordu w oczach- pewnie nawet powiedziałam, co planuję jej urwać - bo M powiedział, żebym dała mu Mesz to weźmie ją na ręce i zapakuje do wanny jak już utorujemy drogę...

Przestanę narzekać na piasek z placu zabaw. Proszek sprząta się znacznie gorzej i bardziej niebezpieczny syf robi się z niego w połączeniu z wodą:)

Tagi: codziennik
19:22, blueish
Link Dodaj komentarz »
Nieuniknione

Po BARDZO INTENSYWNYCH dwóch ostatnich dniach - oprócz tego, że moja szefowa pracuje i w ogóle żyje w tempie ponaddźwiękowym, M wybrał się na półtora dnia w delegację gdzieś w okolice Gdyni - jak już wrócił, posadziłam go do obiadu, który nie wiem kiedy ugotowałam między mergowaniem zbiorów i callami. I potem jeszcze "Mamo, co na drugie?" "Mimi, mogę truskawki?" etc.

- Jeśli dalej będę żyć w takim tempie to chyba umrę - pożaliłam się.

- I tak umrzesz - pocieszył mnie małżonek znad żurku.

Coś w tym jest...

środa, 23 maja 2018
Głęboka religijność

... Nie wiem jak to będzie z komunią J za rok, bo jak na razie to nie za bardzo jej się w kościele podoba i okazjonalnie tam bywamy...

... bez sensu z tą religią w szkole, zawsze musi być na środkowej lekcji i córka musi bez sensu czekać. Specjalnie tak robią, na złość.

... wzięliśmy ślub w urzędzie, też było ładnie, takie piękne zdjęcia mamy. A w tym kościele to tak długo to trwa...

I jeszcze całe mnóstwo wpisów o komuniach, w których proporcja wyrazów "obiad" czy "prezenty" do "Jezus" ma się źle, bo ten Jezus ani razu tam się nie pojawił, a jak wiadomo dzielenie przez zero marnie wychodzi.

Tagi: codziennik
22:10, blueish
Link Dodaj komentarz »
Już nie mam...

... czasu na bloga. Wróciłam do bycia pracującą matką.

Do korpo:D

Spodziewałam się, że będzie intensywnie i trudno. A jest jeszcze bardziej intensywniej i o wiele trudniej. Mało, że to, co zajmowało mi kilka godzin dziennie teraz jednak gdzieś nadal trzeba wcisnąć, a nie widać powodu, by przestać chodzić na plac zabaw, czy czytać Meszy siedzącej na kolankach, to jeszcze każdego dnia okazuje się, że tylko mi się wydawało, że znam się na analizie danych, a zwłaszcza na data processingu. Owszem, gdzieś o tym słyszałam, ale praktyka to zupełnie inna para kaloszy. Moja obecna szefowa śmiga, śmiganie daje jej wiele frajdy, a do tego ma i pomysły jak ugryźć niestandardowe zadanie i takie myślenie perspektywiczne, jak coś obudować makrami czy zapętlić, by potem łatwo wykorzystać moduły do innych fal, innych krajów, czy nawet do innego zadania gdzie sprawdzi się ten sam pomysł. Na pewno wiele się nauczę, pytanie czy szybciej ja się nauczę, czy jednak mnie wyrzucą.

Albo sama ucieknę:)

Intensywność tego doświadczenia jest ogromna. Zwłaszcza kiedy docieram do biura przed dziewiątą to mam już za sobą jutrznię, do połowy ugotowany obiad, albo małe prasowanie, pięć śniadań na miejscu i dwa na wynos, rozpakowaną zmywarkę i ustawione pranie z opóźnionym startem i ćwierć miliona innych pierdołów ogarniętych oraz dwoje dzieci uziemionych w placówkach. Starsi na szczęście uziemiają się sami:)

Więc jak przed tą dziewiątą dopłynę do biura w strumieniu innych takich starszych i młodszych specjalistów, to usiadłabym z kawą i kanapką, ale zazwyczaj się nie da, bo jest call, training f2f, training online, szkolenie z RODO, coś adhocowo do policzenia - do czego muszę sobie czasem wygooglać pomoc, bo zapomniałam... Powinnam się w domu po godzinach doszkalać, ale przynajmniej tu mamy jasność, że to niemożliwe:)

Tagi: codziennik
21:53, blueish
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 171