Zapiski z rodzinnego zoo...
RSS
czwartek, 14 września 2017
O nicnierobieniu

Przy przedpołudniowej kawie przeczytałam we "W drodze" felieton o. Kozackiego o jego tegorocznych wakacjach.

W jakimś sensie były podobne do moich, tylko on miał relatywnie więcej godzin na dobę na gapienie się na chmury i słuchanie śpiewu ptaków i brzęczenia owadów.

Ale nie wrócił po urlopie z naładowanymi akumulatorami do jeszcze bardziej wzmożonej pracy.

Wrócił ze świadomością własnych ograniczeń. Że czas na refleksję nad własnym życiem i otwartość na zmiany. Wątpliwości "co, a jesli innej drogi nie ma?". I tłukące się "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali".

Była taka myśl, św. Augustyna chyba, daj mi siłę to pełnienia Twojej woli, a potem zsyłaj na mnie co chcesz. Ciągle tylko pozostaje pytanie - czym jest to, co Bóg właśnie zsyła. Albo jaką do licha decyzję podjąć, by pełnić wolę Bożą i zbaczać tylko trochę...?

Zdrowe żywienie

W klasie  Rekina - wyremontowanej i wyposażonej w nowe 24 szufladki na rzeczy, zgodnie z wytycznymi co do liczebności klas - trzeba było donieść cztery duże pudełka jako dodatkowe brakujące szuflady. 

Trochę mnie to zafascynowało, jako, że doszło do nas tylko jedno nowe dziecko:)

Ale bardzo zafascynowało mnie to, że pani nalegała, by jak w zeszłym roku piątek był dniem kiedy można przynosić słodycze.

- ja bym bardzo chciała, żeby oni tak zdrowo jedli... - wyjaśniła pani.

Sporo dzieci z klasy w ciągu tygodnia nie je słodyczy. Teraz zaczęły jeść je w piątki, bo jest to dzień słodyczowy.

A poza tym...

Widzę jakiś sens w tym, że do szkoły nie przynosimy słodyczy. Po południu dostaną je od rodziców albo nie, w zależności od tego jakie są w domu zasady. Ale ani nie widzę sensu w jedzeniu ich tylko w piątki - i to w skumulowanej ilości jak pokazuje doświadczenie.

Ani nie do końca widzę związek między zdrowym jedzeniem, a niejedzeniem słodyczy... A zwłaszcza od poniedziałku do czwartku w czasie zajeć szkolnych. Wiem, wiem, okularnica jestem:)

Tagi: edukacja
10:28, blueish
Link Dodaj komentarz »
Antybiotyk wzięty

Wbrew wszelkim zasadom - z sokiem marchwiowo-jakimś-tam.

Nie wiem czy działa równie dobrze jak popity wodą, ale trochę na pewno, bo jest lepiej.

Pan doktor zaprosił ZDROWĄ Mesię na poniedziałek, żeby znów mogła mu zrzucić klawiaturę z biurka.

Mewa jest pierwszym naszym dzieckiem, które wlazło pediatrze na stolik i zabrało się do zdobywania jego zabawek.

Tagi: codziennik
10:14, blueish
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 września 2017
Najlepszą formą obrony jest atak:)

Nasza córka miała w tym tygodniu rozpocząć adaptację w żłobku. Tak koło środy. Nie ukrywaliśmy przed nią tego faktu, podobnie jak tego, że dzieci w żłobku chorują.

Mesia rozchorowała się już. Pani doktor orzekła dziś zapalenie oskrzeli i przepisała antybiotyk. Żłobek mamy więc przez co najmniej półtora tygodnia z głowy. Pewnie przez dwa.

Pytanie, co z antybiotykiem. Pierwsza porcją, którą podawał tata, pluła jakby chciała ustanowić co najmniej rekord Europy w pluciu na odległość.

Trochę mnie ten antybiotyk swoją drogą frustruje, bo zapalenia oskrzeli nie dostaje się w ciągu kilku godzin. Ale Mesz nie miała takiego kaszlu czy kataru jaki miewają w analogicznych okolicznościach jej bracia. Była okropnie marudna i narączkowa jak wtedy kiedy idzie jej kolejny ząb. A że ma prawie całą paszczę zębów to marudność nieco mi spowszedniała... 

Sprowadzona na ziemię

Padlinożerca rozpoczął czwartą klasę. Pani Ania Numer Dwa uczy plastyki w innej szkole.

W poniedziałek po rozpoczęciu roku podeszliśmy na chwilę do pani wychowawczyni. Sęp, może czując wsparcie rodzeństwa, sam z siebie rozgadał się o naszej rodzinie. Co spotkało się z życzliwym przyjęciem.

We wtorek zaczynał lekcje od wuefu, więc spędziłam poranek z telefonem w kieszeni i niezwerbalizowanym pytaniem kiedy zadzwoni. Nie zadzwonił. To znaczy zadzwonił. Wieczorem zadzwoniła pani Sępa od edukacji wczesnoszkolnej z pytaniem "I jak tam Sęp???". A Sęp entuzjazmował się lekcjami przyrody.

We środę zachwycał się historią.

W czwartek była muzyka, więc też miałam telefon pod ręką. Dziecko wróciło, powiedziało, że w skzole fajniej, a najlepsza to była muzyka, bo pan grał im na flecie piosenki z różnych bajek. Po obiedzie i odrobieniu matematyki polecał do papierniczego kupić flet.

W piątek cieszył się weekendem.

A dziś spytałam go czy wszystko odrobił. 

- Tak.

- Angielski też?

- Tak.

- Pokażesz?

- Zaraz pokażę.

Przyniósł podręcznik, a tam minidialogi w rodzaju 'Can you borrow me a ruler?' 'Here you are'

- Zobacz m,imi, trzeba było odegrać scenki, nei miałem ludzików to wziąłem pluszaki.

- A co to znaczy 'can you borrow me a ruler?'

- Nie mam pojęcia, ale pan nie kazał tego wiedzieć.

czwartek, 07 września 2017
Maszynka do kredek

Podwójnie skuteczna. "Patrioci" doskonale uformowani do pracy w korpo.

Panie Boże, dzięki Ci za Sępa. Spowalnia przemiał w naszej rodzinie.

wtorek, 05 września 2017
Z powrotem

Jesteśmy z powrotem.

Nadbałtycki piasek wysypuje się z rozpakowywanych powoli toreb - powoli, bo pogoda dość listopadowa. Dzieci syte wrażeń wyjazdowych cieszą się domem i narzekają na początek szkoły - ale same spakowały się wczoraj kiedy to już odbyliśmy dwa rozpoczęcia roku.

Brawa dla Mewy, która też je odbyła:)

Opatrzność czuwa nad nami, bo na sobotę kiedy to chcieliśmy w drodze obejrzeć Biskupin, wyjrzało słońce, a w niedzielę w obuwniczym BYŁY tenisówki w rozmiarze Rekina.

I nie tylko my wróciliśmy tak na ostatnią chwilę:) Gosia z naszymi przyszłymi synowymi była w neidzielę na grzybach, a mama Jaśka spytała w niedzielę wieczorem M czy w Sklepie W Kropki dostanie zeszyty, bo jeszcze nie mają...

Rozpoczynamy Wielkie Ogarnianie Się. 

Tagi: codziennik
13:08, blueish
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 lipca 2017
Ochlapałem cię?

Dotarliśmy na basen.

Sęp próbował pływać z deską, Rekin na zmianę pływał, zjeżdżał na dużej zjeżdżalni i zaczepiał Burego. Bury szalał w brodziku. W porównaniu z wyjściem pół roku temu inne dziecko. Żadnych ryków, że hałas, że woda, że on nie pójdzie. Zjeżdżał, chlapał, gadał, wlazł do jaccuzzi. Nawet to basenu rekreacyjnego go zwabiłam na chwilę, ale to jeszcze nie to, pewnie przez bicze wodne. Jestem dobrej mysli, za rok powinien być na tyle oswojony, żeby znaleźć jedno, dwoje dzieci z przedzkola i zapisać ich razem na zajęcia dla początkujących.

No i - tadam!- udało mi się przepłynąć 50m. Zostawiłam Gadzinę podopieką Rekina i raczej sprawnie się z tym pływaniem uwinęłam, a i tak już podszedł do nich ratownik, żeby się dowiedzić ile mają lat, z kim są i gdzie jest mama...

Wszysvy bardo zadowoleni.

Może oprócz Mewy i babnci. Mewa obraziła się, że poszliśmy bez niej i dośc długo - i głośno - się dąsała, aż w końcu... zasnęła.

16:46, blueish
Link Komentarze (1) »
Za krótkie działkowanie

Przed działkowaniem trzeba było jeszcze spakować siatę jedzenia, które czekało na pożarcie w lodówce i wpaść po kurtki p-deszcze przed wyjazdem w góry oraz kąpielówki, czepki i okularki. Piątkowy wypad na basen ujawnił duuuże braki w tej dziedzinie:)

Na miejscu jak zawsze za długa trawa i mnóstwo piachu w domu, ale za to porzeczki aż opadały z gałęzi i komarów prawie nie było:) Dzieci wytarzały się w nadrzecznym błocie w nowych kąpielówkach, zjadły górę naleśników i ryby. Bez szemrania poszły na mszę - nie wiem czy to cud, czy bardziej prymitywnie wiedza, że ksiądz "działkowy" ogarnia się z mszą w trzy kwadranse, a ci, którzy się dobrze podczas mszy sprawują, mogą potem wybrać loda w sklepie wielobranżowym. Poskakali też na tramoplinie u pięcioletniegto sąsiada. Potem sąsiad z rodzicami przyszedł z rewizytą pozjeżdżać na naszej zjeżdżalni i pohuśtać się na oponie, a rodzice narwali sobie trochę porzeczek:)

Bardzo było miło, wróciłam tak zmęczona, że wykąpałam się siłą woli i poszłam spać zaraz po Mewie. Nawet nie zauważyłam, że M z Sępem wyszli - M biegał, a Sep towarzyszył mu na rowerze

Tagi: wyjazdowo
16:39, blueish
Link Dodaj komentarz »
Przyroda może być niezła...

Młodsi łowili u siebie Mesię na wędkę z Sylwii - tego długaśnego pluszowego krokodyla ze szwedzkiego sklepu z meblami, a Padlinożerca przyeszdł potowarzyszyć mi przy obieraniu ziemniaków na obiad. Opowiedział mi kolejne mity greckie, których jest ogromnym pasjonatem.

- Będziesz głównym klasowym specjalista od mitów kiedy będziecie przerabiać je w szkole.

- Będę najlepszy?

Yyy, Sępa interesuje czy będzie najlepszy???

- Tak, myślę, że tak.

- Super. I wiesz co mimi? Tak sobie myślę, że i polski będzie fajny i przyroda może być niezła... I historia pewnie też... A kiedy będę mieć chemię? W piątej klasie?

- Nie wiem, ale w piątejto chyba jeszcze nie...

- Nie szkodzi, poczekam.

- Jeszcze technika może być fajna, pani na zebraniu mówiła, że będziecie tez projektowac różne rzeczy... A na angielskim będziecie podrózować po różnych krajach...

- Fajnjie. I nawet pani od angielskiego mi się spodobała.

No i tu prawie spadłam z taboretu, na którym siedziałam.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 162