Zapiski z rodzinnego zoo...
RSS
sobota, 25 lutego 2017
Michalinka czy Dorotka...

Przeczytałam w ty tygodniu - głównie dzięki feriom i bajce o wilku i zajacu:D - ksiązkę.

Tak w skrócie to taka Musierowicz pióra innej pani. Niektóre dialogi boskie, a niektóre postacie z kosmosu. Postać Michaliny jest mniej więcej tak samo prawdopodobna jak postać powożącej dwukółką Dorotki:) Tu jeszcze bohaterowie pozytywni byli tak dobrzy i empatyczni, że mogli istnieć tylko i wyłącznie w niebie, a źli z kolei byli chyba wzorowani na najwredniejszych macochach z bajek. 

Ale powieść urocza. Z klimacikiem przedświątecznym stworzonym przez ludzi, a nie ofertę marketingową.

"Anioł do wynajęcia" Madgaleny Kordel. Jesli chcecie przeczytać książkę o bliskości pachnącej piernikami, a bez przyjaciela geja, to polecam! Zwłaszcza na adwent...:)

O dwunastu miesiącach

Na poniedziałek Rekin ma znać nazwy miesięcy.

Kiwdy chciałam się upewnić, że zna je po kolei, dowiedziałam się, że nazw miesięcy nie zna.

Więc przypominaliśmy je sobie i ustawialiśmy je w kolejności.

- Styczeń... luty... maj...

- Tak od razu?

- Nie maj? No to listopad...

...

- Maj... czerwiec... meeee, mama, co jest dalej?

- Na l...

- Lato!

...

- ... Lipiec... sierpień... meee, mama, co jest dalej?

- Na w...

- Lipiec, sierpień, w...., waaa... Wiem! Watykan! 

piątek, 24 lutego 2017
Ekspozycja na gluten

Wracaliśmy wczoraj Mocno Rozkopaną Szosą Wijącą Się Jak Żmija. Ku naszemu zdziwieniu to Gadzina tym razem okazała się podatna na chorobę lokomocyjną.

Miejsce wybrał doskonale - mniej więcej sto metrów przed zjazdem na stację benzynową.

Kiedy już opanowaliśmy sytuację - a chwilę to trwało:D - zasiedliśmy w kąciku kawowym. Z kawą i hot-dogami. Sęp opowiadał jakąś skomplikowaną legendę o tym, co by było gdyby morze Bałtyckie stało się państwem Bałtyk. Rekin koniecznie chciał moje mieszadełko do kawy, ale starannie oblizane - i też przy tym gadał na jakiś odmienny temat. Burek - hau! - pożerał mojego hot-doga, ja trzymałam i odgryzaliśmy na zmianę po kawałku. Mewcia z kolei na kolanach pożerała z pewną moją pomocą chrupki kukurydziane.

Aż mi się pomyliło i dałam jej ugryźć hot-doga.

Farewell

Wypłukało - a może wywiało? - nas z Białowieży, więc dziś przed południem chłopaki głaskali w zoo węże i patyczaki, a po południu zwierzyna została z tatą, a ja pojechałam do biura uporządkować rzeczy. Zostawiłam kartę. Jeszcze obiegówka i świadectwo pracy.

Wolę być więcej z dziećmi. Nie chcę pracować w korporacji. Ani tłoczyć się w godzinie szczytu w jednym z najruchliwszych punktów w naszym mieście gnając do przedszkola i szkoły. Chcę spróbować czegoś nowego,

A mimo to jakiś mam bardzo emocjonalny stosunek do tego odejścia.

Uważajcie o co się modlicie:)

wtorek, 14 lutego 2017
Gość Mewy

Trzy tygodnie temu Mewa miała gościa:

My też mieliśmy gości i było super. Nawet zdążyłyśmy pogadać z Kają przy kawie kiedy dzieci się bawiły:)

Zapraszamy częściej!

Tagi: codziennik
22:40, blueish
Link Dodaj komentarz »
Prezenty... prezenty...

Jak urodziny to i prezenty.

Część schowałam na potem, zdecydowanie zbyt wiele tego było.

Zaskoczyło mnie, że dość długo bawili się zdalnie sterowanym samochodem. Przeczytaliśmy ksiązki. Układaliśmy puzzle. Głównie Bury układałł, ja raczej udawałam, że pomagam, Bury sam radzi sobie bardzo dobrze, co najwyżej ma zapotrzebowanie na towarzystwo i pochwały rodzica:) Gra w superfarmera przerodziła się nieoczekiwanie w stres, że Rekin nie wygra, bo mnie poszło w dziesięciu pierwszych ruchach znacznie lepiej...

Ale najlepszy okazał sie koń na patyku, w wolnych chwilach będący też kosiarką Burasa:) Pukawka, te z Zawoi juz się zużyły:) Tor dla kulek - to okazało się wyzwaniem, bo poza Sępem żadne dziecko nie umie ułożyć ciekawego toru. Dla Sępa tor też jest wyzwaniem kiedy próbuje połączyć "stary" tor z nowym. Co się napiszczeli to ich, jak te kulki turlały się pod kanapę czy komodę:)

I klocki. Nie jakieś wybajerzone. Najzwyczajniejsze klocki.

Nadzorca chyba się nawet nie spodziewał, że przynosi zabawę dla czworga:)

W ostatni weekend - dla równowagi? a może dlatego, że było kiedy usiąść z nimi na dywanie? - chłopcy spędzali czas na konkursie rysunkowym - z grubsza chodziło o rysowanie Mewy i zwierząt, na zadawaniu sobie zagadek i opowiadaniu rozmaitych historii z przeplatającymi się wątkami z Asterixa, baranka Shauna, ninjago i wypraw geograficznych.

Urodzinki

Tak, tak, wiem, rychło w czas:)

W tym sezonie testowaliśmy wariant bardziej skondensowany. Jedne wspólne urodziny dla dziadków - chłopcy i tak szybko pognali do zabawy, a my się bawiliśmy z dziadkami w guganie do Mewci, która nie miała urodzin:)

Drugie urodziny - też wspólne - w sali zabaw. Przemknęło mi przez myśl, że może przynajmniej tort im upiekę i nawet Mikołaj przyniósł nową tortownicę, ale już koło czwartku zmieniłam zdanie i zamówiłam cudo doskonale imitujace domowe. Mama koleżanki z klasy Rekina i jednego z przyjaciół z grupy Burego wyraziła niekłamany podziw jak ja dałam radę nawet upiec tort. Nie dałam - i nie ukrywałam tego przed Asią:)

Klocki z masy cukrowej cieszyły się ogromnym wzięciem, a zabawa musiała być udana i dzieci nie musiały się pocieszać jedzeniem, jako, że jedna z dwóch dużych torebek żalków zakupiona na tę okazję, powróciła do domu i została pożarta dopiero na chrzcinach. Czymże są żelki, skoro jest labirynt luster, ucieczka z więzienia i dzieci, które się znają i lubią? 

Wyrażam się w trybie domnemującym, albowiem Rekin nasz kochany pochorował się na dwanaście godzin przez starannie zaplanowaną imprezą. Swoje wyczekane urodziny - przecież pojechaliśmy nawet w czasie ferii obejrzeć salę i potem dni były starannie odliczane - spędził w domu z Mewką i ze mną. Zjadł kilka żelków, rozstawiliśmy szachownicę, nawet dał radę wytłuc mi jakąś figurę za piona, a potem... padł pod kocykiem. I tak sporą część przyjęcia urodzinowego spędziłam w ciszy, z kawą i Tygodnikiem.

Goście wykazali się większą dozą rozsądku. Kilkoro też się pochorowało grypowo, ale dopiero w niedzielny wieczór, po imprezie...

Przyszłość polskiego budownictwa

Jakim językiem...

... jest łacina?

Padłym.

21:44, blueish
Link Komentarze (2) »
Kolejne zwierzątko

Kiedy na fali Boryska pies nie przeszedł, bo mama nie chciała się nim zajmować, a Antoś właśnie szedł z mamą po obiecaną rybkę, Rekinowi oczywiście też zamarzyła się rybka. Że on będzie hodował, opiekował się... To znaczy rybka sama będzie się sobą opiekować, a akwarium samo będzie się sprzątało... no wiesz mama, bo są te... yyy... jak one się nazywały? Glonojady? No właśnie, glonojady. I one będą sprzątać za mnie, a ja będę patrzeć jak ta rybka pływa...

Na szczęscie pani Ela w szkole zarządziła produkcję innego gatunku.

Przez tydzień jedliśmy kasze. Ziemniaki Rekin przerabiał na jeże. Miał całą hodowlę w pudełku po butach. Na szczęście hodowlę udało się z czasem wymienić na choinkę. Choinka u chłopców jeszcze stoi:D wymienimy ją chyba na malowane na Wielkanoc jaja. A może wymienimy bombki na niej na jaja:D

Tagi: codziennik
21:44, blueish
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 154