Zapiski z rodzinnego zoo...
RSS
piątek, 23 czerwca 2017
Miasto potwór

Czyli starówka wenecka.

Mam takie wspomnienie ze Lwowa sprzed kilkunastu lat. Poszliśmy na spacer na starówkę, uroczy rynek, klimatyczne kamieniczki, wchodzimy w jakąś bramę, a tam - poza odrestaurowaną fasadą - ruina absolutna. Odpadające połacie tynku, cegły, poręcze prowadzace donikąd po nie całkiem ciagłych schodach. Pozabijane otwory okienne, albo takie puste wyrwy...

W Wenecji jest podobnie. Wzdłuż wyznaczonego dla turystów szlaku na Plac św. Marka kamieniczki błyskające szybami, tętniące życiem pizzerie i restauracje. Stragany z pamiątkami, kartkami, owocami. Kamieniczki odległe od siebie niekiedy o kilkadziesiąt centymetrów. Co chwila piekny łukowaty most albo mosteczek na kanałem czy kanałkiem. I płynący tym wyzbaczonym szlakiem nieprzerwany prawie strumień ludzi.

Jak się zboczy - straszy jak we Lwowie. Trup nie miasto.

Nasze dzieci były rewelacyjne. Bez szemrania odbyły w trzydziestostopniowym upale nie najkrótszy spacer od stacji pod Pałac Dożów, trochę pooglądali, pożarli pizze i spaghetti - po czym Sęp powiedział, że moje spaghetti jest lepsze(!) - wariowali przy każdym wodopoju polewając się wodą. Mesia z godnością dawała się wozić swoją karetą w kolorze fuksji i pogodnie przeżyła prawie cały dzień bez pełzania.

Ale z całej wycieczki dla chłopców i tak najfajniejszy był przejazd pociągiem. Nie, nie, żadne tam pendolino tylko podmiejska osobówka z Wenecji do Werony:) Nam kolej tez dostarcfzyła rozrywki, bo we Włoszech tak jak u nas, jedna linia, a przewoźników więcej. I chwilę trwałop, zanim przypadkiem znalazłam panią z linii konkurencyjnej, która mówiła dobrze po angielsku i wyjaśniła nam, w którym z setki biletomatów powinniśmy nabyć nasze bileciki:)

Tagi: wyjazdowo
18:22, blueish
Link Dodaj komentarz »
Miniwakacje w Padwie

Czyli zrzutkowy prezent komunijny dla Sępa. Przeczytaliśmy w necie, że m. in. tam są relikwie jego patrona.

Wszystko na ostatnią chwilę, a więc na wariata. Zakup biletów lotniczych razy sześć. Hotel za rozsądną cenę, a tak, żebyśmy wszędzie chodzili na piechotę i nie musieli nikogo szprycować aviomarinem. Walizka pożyczona od babci. Kupiony używany wózeczek dla Mewy, żeby się i składał w parasolkę i rozkładał w miarę na płasko do spania, czego nasz stary nie potrafi. Bateria obiadków dla Mewci. Dowód dla Mewci!

Wszystko udało się ogarnąć. Samolot przyjęty entuzjastycznie, w drodze powrotnej trafiły nam się turbulencje.

- Jeszcze, jeszcze panie pilocie! - wołało zoo.

Potem i we Włoszech i po powrocie do domu Rekin z Burkiem bawili się w podróże różnymi środkami transportu, a Sęp organizował biura podróży:)

We włoszech było z dziesięć stopni cieplej niż u nas, na szczęście nasz pokój oprócz nieskazitelnie czystej łazienki i morza ręczników miał także klimatyzację, udało się nam więc nawet zmarznąć. Były też zacienione miejsca w mieście i oczywiście lody. Zajadaliśmy się nimi wszyscy, podobnie jak pizzami.

W naszym hotelu były śniadania. SŁODKIE śniadania, capslock celowy. Pierwszegp dnia ekstaza na widok słodkich bułek z czekoladą, bułek z dżemami, wafli z polewą. Drugiego dnia zadowolenie. Trzeciego dnia chłópcy spytali, czy nie ma jednak czegoś zdrowego:)

Rzucilismy okiem na Padwę. Spacery po starówce. Działające oddziały szpitalne w zabytkowym budynku ze starannie zaprojektowanym patio z nasadzeniami włącznie. Drzewa tylko kazały się wredne i nie urosły idealnie wymestrycznie:) Bazylika św. Antoniego oczywiście. Dziedzince fantastyczne, coś bardzo podobnego zwiedzaliśmy gdzieś na Bałkanach - w Dubrowniku? Najstarszy ogród botaniczny - połowa XVI wieku! - a do tego supernowoczesne sale wystawiennicze. I bazylika św. Justyny gdzie miały być wspomniane rekilkwie patrona - a jak się okazało - nie było. W ogóle nie było relikwi patrona w Padwie.

Gdybyśmy chcieli zrobić podobny prezent Rekinowi, możemy zatem jechać prawie dokądkolwiek, żebty dotrzeć do miejsca gdzie relikwi jednak nie ma:D

Tagi: wyjazdowo
18:06, blueish
Link Dodaj komentarz »
Wakacje

Jeszcze notatka komunijna i zagraniczne szaleństwa czekają, a tu już wakacje nas dopadły.

W trzeciej klasie pożegnanie pełną gębą, bo żegnamy naszą cudowną nauczycielkę-twardzielkę - jakaż mogłaby być Anka?:) Na forum było półprofesjonalne przedstawienie i wszyscy super się bawili, i dzieci i rodzice. W klasie - świetna atmosfera, wieeelki tort i szampan dziecinny:) Klasa czwarta uchyliła rabka tajemnicy w postaci wymiany kilku zdań z panią od polskiego, która będzie nową wychowawczynią Padlinożercy, perspektywa małego morza zesztów osiemdziesięciokartkowych - już ja widze Padlinożercę jak troszczy się o ten swój zeszycik, w którym  ma wszystkie wiadomości skrzętnie zanotowane! - oraz m. in. komunikatem od jednej z angilistek, że angielski w klasie czwartej będzie bardzo podobny do tego, którego dzieci uczyły się do tej pory. Cieszę się, nadal natomiast nei wiem czemu nie wszyscy się śmiali:)

W klasie pierwszej było jak zwykle drętwo, świadectwa rozdawane wg alfabetu i opczywiscie Rekin - i tylko Rekin - wyrwał sie po swoje zaraz za koleżanką poprzedzającą go na liście, zanim pani Ela go poprosiła.

- A ty skąd wiedziałeś, że teraz będzie twoja kolej? - spytała pani.

A potem powiedziała, że przecież nie może przyjąć od nas drobnego uponimku, bo przecież dostaje pensję za swoją pracę. W końcu jednak przyjęła. Dodam dla ułatwienia, że nie były to ani grubnie pieniądze, ani kosztowności, ani narkotyki czy materiały wybuchowe. Ktoś musiał nauczycielkę Rekina jakoś okropnie potraktować„ w przeszłości. Mam nadzieję, że się odrobinę rozkręci w kolejnym roku, bo rodzice już nam się rozkręcili. W ostatniej chwili przyszła wiadomość, że szkoła przystąpiła do PAH-owskiej akcji zamiast kwiatka niosę pomoc i przez półtora dnia dzieciki z rodzicami naprodukowały naręcza naprawdę pięknych niebiekich kwiatów, ktoś ogarnął nie-łapówkę dla nauczycielki, ktoś słodkości dla państwa z portierni i pań z kuchni... Świetnych mamy rodziców i to jest piękne!

Tylko Bury na luzie. wprawdzie nie wiadomo dokąd wróci we wrześniu, bo teraz dla odmiany rozbudowują przedszkole, ale czteroletnie Gadziny takimi sprawami się nie interesują. Ważne było, że zrobili z chłopakami zadania, żeby uwolnić Panią Lato, a Pani Lato miała dla nich w podzięce SŁODYCZE.

Mieliśmy jutro wyjechać, ale jak do braku kąpielówek Sępa dołączyłam listę spraw do ogarnięcia, przelewów, i innych takich to chyba jednak pojedziemy w niedzielę:)

środa, 14 czerwca 2017
Mały paleontolog

Wszyscy rodzice kilkuletnich chłopców i pewnie zauważalna liczba rodziców dziewczynek znają ten uroczy zestaw gdzie wykopuje się dinozaura. Jeden z wiecznie żywych prezentów urodzinowych.

Zabawa przednia, ale zdecydowanie nie polecam do wnętrz, nawet tych wysprzątanych nie całkiem na błysk, bo pyli się to draństwo jak w porze suchej kopania warszawsklego metra.

I eureka! Przypadkiem przeczytałam o niepylącej się alternatywie - nie wiem jeszcze z praktyki czy lepiej mieć mieszkanie zapylone czy zalane, ale może warto spróbować tej opcji z zamrażaniem plastikowych drobiazgów, zwlaszcza w upały gdyby te przypadkiem kiedyś nastały:)

Tagi: codziennik
15:05, blueish
Link Dodaj komentarz »
Sytuacja patowa

14.30.

Bury własnie wstał z drzemki i je podwieczorek. Rekin przez godzinę po lekcjach zdążył się zapewne nagadać z kolgami i zagrać w szachy. Można by ich odebrać, gdyby nie to, że Księżniczka Mewa o wspomnianej 14.30 poszła spać. Pewnie jeszcze z godzinę pośpi i spokojnie zdązyłabym do szkoły i przedszkola.

Ale...

Ale jedna z naczelnych domowych zasad głosi, że dzieci nie zostają same w domu, chyba, że chodzą do szkoły i jest to ustalone między zainteresowanym a rodzicem.

Schowam prasowanie, wstawię obiad dla dużych i będę mieć nadzieję, że Bury i Rekin dobrze się bawią.

Tagi: codziennik
14:49, blueish
Link Dodaj komentarz »
A Mesia...

A Mesia wczoraj zaszcepiona - machnęłam reką na wieczny katar niewiadomego pochodzenia - nadal pod siatką centylową! 7kg. Poza tym - pełza do tyłu i do przodu. Kocha zabawy, poluje na rozmaite przedmioty, wyciąga, próbuje wsadzać. Próbuje wpełznąć do zmywarki i wcale nie słucha, że na razie dzeici kapiemy w wannie. Napada na wieże z rozmaitych przedmiotów. Gada jak nakręcona. Kocha ludzi, zwłaszcza tych w okularach, którzy pozwalają się do tych okularów zbliżyć na tyle, by je capnąć.Wbrew swojej wadze, lubi też jeść, zwłaszcza mięsko z warzywami i owoce. Serek z duchem na dzisiejsze drugie śniadanie tez spotkał się z życzliwym przyjęciem/

Od dwóch dni Mesia przymierza się do raczkowania i do siadania. Dziś poraczkowała do tyłu i prawie usiadła. Zobaczymy, co Księżniczka wykombinuje jak wstanie z drzemki:)

Żłobek

Jesteśmy zweryfikowani(!), umowa podpisana.

Ustaliłyśmy, że przyjdziemy w drugim tygodniu września.

- To prosze dzień wcześniej zadzwonić. Przyjdzie pani z dzieckiem na ósmą to sobie przy okazji ustalimy szczegóły.

- To może lepiej bez małej?

- Bez małej. Bedzie okazja, żeby  ją zostawić w grupie.

Chyba czuję się bardziej kompetentna w przygotowaniu Mesi do zostawania w grupie niż do przygotowania siebie na zostawianhie jej tamże... Szanse nieco zwiększsa to, że lubię okolice żłobka i jestem z nimi mocno i pozytyywnie związana:D

sobota, 10 czerwca 2017
Obiad na planie filmowym

Obiad każdego dnia jedliśmy gdzie indziej, jednego w miejscu gdzie był plan filmowy:)

Trzeba przyznać, że klimat obu miejscowości - tej naprawdę i tej filmowej - nieźle współgra.

A potem rozładowała się nam bateria w aparacie... 

Tagi: wyjazdowo
18:06, blueish
Link Dodaj komentarz »
Majówkowy spacer po lesie

Las taki marcowo-kwietniowy przez tegoroczne zawirowania pogodowe.

Ale kukułka była:)

Tagi: wyjazdowo
17:54, blueish
Link Dodaj komentarz »
Techniki mycia

Wczoraj wieczorem zaintrygowało nas miganie niebieskich świateł i chlupot.

Okazało się, że przejście dla pieszych przed naszym domem przeistoczyło się w fontannę, policja sterowała ruchem dopóki nie przyjechali panowie z wodociągów m. in. z barierkami. Zgodnie z przewidywaniami panowie z wodociągów zakręcili też dopływ wody do okolicznych domów.

Kiedy więc dziś rano Mesia oprócz porannej kaszy wielozbożowej jadła także obie swoje bose stopy, obie rączki i jeszcze robiła Sępowi pa! pa! choć siedział z książką na kanapie i nigdzie się nie wybierał, trochę się tą kaszą upaćkała.

- Jak ja cię umyję jak nie ma wody? Będziesz taka w kaszy prze cały dzień? - spytałam.

- Atatatata! - oznajmiła nasza córka i ponownie wpakowała sobie stopę do buzi.

- Mimi, już wiem! - deobiegło z kanapy - wykąpiemy ją w piasku, niektóre zwierzęta tak się czyszczą, wróble na przykład kąpią się w piasku...

Może i jest to jakaś myśl...

- Albo może ją wyliżemy? Lwy tak robią...

Zrobiło mi się trochę słabo na myśl o wylizywaniu Mesi...

- Też nie? To może poczekamy aż przylecą ptaki i wydziobią te resztki kaszy? Bo wiesz, u hipopotamów...

A ja durna zmoczyłam duży kawałek ręcznika papierowego w wodzie z czajnika.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 160