Zapiski z rodzinnego zoo...
RSS
poniedziałek, 17 lipca 2017
Ochlapałem cię?

Dotarliśmy na basen.

Sęp próbował pływać z deską, Rekin na zmianę pływał, zjeżdżał na dużej zjeżdżalni i zaczepiał Burego. Bury szalał w brodziku. W porównaniu z wyjściem pół roku temu inne dziecko. Żadnych ryków, że hałas, że woda, że on nie pójdzie. Zjeżdżał, chlapał, gadał, wlazł do jaccuzzi. Nawet to basenu rekreacyjnego go zwabiłam na chwilę, ale to jeszcze nie to, pewnie przez bicze wodne. Jestem dobrej mysli, za rok powinien być na tyle oswojony, żeby znaleźć jedno, dwoje dzieci z przedzkola i zapisać ich razem na zajęcia dla początkujących.

No i - tadam!- udało mi się przepłynąć 50m. Zostawiłam Gadzinę podopieką Rekina i raczej sprawnie się z tym pływaniem uwinęłam, a i tak już podszedł do nich ratownik, żeby się dowiedzić ile mają lat, z kim są i gdzie jest mama...

Wszysvy bardo zadowoleni.

Może oprócz Mewy i babnci. Mewa obraziła się, że poszliśmy bez niej i dośc długo - i głośno - się dąsała, aż w końcu... zasnęła.

16:46, blueish
Link Komentarze (1) »
Za krótkie działkowanie

Przed działkowaniem trzeba było jeszcze spakować siatę jedzenia, które czekało na pożarcie w lodówce i wpaść po kurtki p-deszcze przed wyjazdem w góry oraz kąpielówki, czepki i okularki. Piątkowy wypad na basen ujawnił duuuże braki w tej dziedzinie:)

Na miejscu jak zawsze za długa trawa i mnóstwo piachu w domu, ale za to porzeczki aż opadały z gałęzi i komarów prawie nie było:) Dzieci wytarzały się w nadrzecznym błocie w nowych kąpielówkach, zjadły górę naleśników i ryby. Bez szemrania poszły na mszę - nie wiem czy to cud, czy bardziej prymitywnie wiedza, że ksiądz "działkowy" ogarnia się z mszą w trzy kwadranse, a ci, którzy się dobrze podczas mszy sprawują, mogą potem wybrać loda w sklepie wielobranżowym. Poskakali też na tramoplinie u pięcioletniegto sąsiada. Potem sąsiad z rodzicami przyszedł z rewizytą pozjeżdżać na naszej zjeżdżalni i pohuśtać się na oponie, a rodzice narwali sobie trochę porzeczek:)

Bardzo było miło, wróciłam tak zmęczona, że wykąpałam się siłą woli i poszłam spać zaraz po Mewie. Nawet nie zauważyłam, że M z Sępem wyszli - M biegał, a Sep towarzyszył mu na rowerze

Tagi: wyjazdowo
16:39, blueish
Link Dodaj komentarz »
Przyroda może być niezła...

Młodsi łowili u siebie Mesię na wędkę z Sylwii - tego długaśnego pluszowego krokodyla ze szwedzkiego sklepu z meblami, a Padlinożerca przyeszdł potowarzyszyć mi przy obieraniu ziemniaków na obiad. Opowiedział mi kolejne mity greckie, których jest ogromnym pasjonatem.

- Będziesz głównym klasowym specjalista od mitów kiedy będziecie przerabiać je w szkole.

- Będę najlepszy?

Yyy, Sępa interesuje czy będzie najlepszy???

- Tak, myślę, że tak.

- Super. I wiesz co mimi? Tak sobie myślę, że i polski będzie fajny i przyroda może być niezła... I historia pewnie też... A kiedy będę mieć chemię? W piątej klasie?

- Nie wiem, ale w piątejto chyba jeszcze nie...

- Nie szkodzi, poczekam.

- Jeszcze technika może być fajna, pani na zebraniu mówiła, że będziecie tez projektowac różne rzeczy... A na angielskim będziecie podrózować po różnych krajach...

- Fajnjie. I nawet pani od angielskiego mi się spodobała.

No i tu prawie spadłam z taboretu, na którym siedziałam.

czwartek, 13 lipca 2017
Jak uszczęśliwić Padlinojada?

Pozwolić mu się zapisać do osiedlowej biblioteki gdzie od razu wybrał kilka książek i połowę przeczytał do kolacji.

I obiecać, że będzie mógł sam tam chodzić wymieniać.

Rozmnażanie

Wracamy ze spaceru, z jednej strony wózka zwisa paka pieluch, z drugiej maliny i ziemniaczki i jeszcze kilka pomniejszych siateczek. Koło szkoły chłopcom zbiera się na opowieści jak to w szkole będzie okropnie.

- Ale będzie też można chodzić do czytelni! - pociesza się Padlinojad.

- Nieee, u nas to raczej przepisywanie, czytanie, dzielenie i rozmnażanie... - żali sie Rekin.

Oblicza tolerancji

Pojechaliśmy we wtorek na Starówkę. Do Pani Optyk, na lody, a potem do pobliskiego parku gdzie w piaskownicy jest zainstalowana fantastyczna koparka do piachu. Średnia wieku użytkowników piaskownicy wynosi ła n aoko dwa lata, więc dłuższa kolejka była do huśtawki niż do koparki:)

W drodze powrotnej w autobusie Sęp czytał, a młodsi "kierowali". Jak na nich dość spokojnie. Z drugiego rzędu siedzeń, bo w pierwszym, po dwóch stronach przejścia zasiadły dwie leciwe panie. Rozmowa w duchu: "ta dzisiejsza młodzież" i "gdyby oni tylko wiedzieli jak to było za okupacji", nie cichsza niż konwersacja Ryby z Burasem.

- ... robią, co chcą, A wystarczyłoby te dzieci po prostu wychowywać. Bo przecież czego się Jaś nie nauczy... A jak wiadomo przysłowia są mądrością narodu.

- Właściwie to ja nienawidzę dzieci.

- Tak nie można mówić, przecież teraz jest tolerancja...

Tagi: codziennik
21:33, blueish
Link Komentarze (3) »
środa, 12 lipca 2017
Najstarsze tesco świata

Wiecie gdzie jest najstarsze tesco świata? W Świebodzinie, zbudowali je trzy lata przed Chrystusem.

 

Dziwne to miejsce. Tak zaprojektowane, że aż człowiek się upewnia czy na głowie Chrystusa aby na pewno nie ma tarasiku widokowego i automatu do kawy.

Ale nie, jest Droga Krzyżowa, którą najłatwiej odnaleźć zaczynając od góry, od stacji XIV-tej... Przeszliśmy więc tę drogę od końca do początku, na prośbę dzieci zatrzymując sie przy każdej stacji i przeżywając całe to wydarzenie , także w kontekście histyorycznym.

 

A potem? A potem poszlismy do tesco po pręgę na rosół, proszek do prania i lody oczywiście:)

Tagi: wyjazdowo
11:33, blueish
Link Dodaj komentarz »
Czarne, bure i...

Któregoś wieczopra nie sprzątnęliśmy ze stołu na tarasie siateczki z kilkoma lizakami i czekoladkami.

Kolejnego dnia rano pod stołem leżały porozwijane papierki i patyczki. Koty zjadły? Porozwijały papierki i wtrząchnęły lizaki???

A dwa czy trzy wieczory później czytaliśmy z M wieczorem przy kominku kiedy za szybą zamajaczyła morda. M podniósł się, żeby wpuścic Bąbla... i kazał mi szybko przyjść.

To nie był żaden z naszych kotów. To nie był kot tylko szop pracz.

Tagi: wyjazdowo
11:27, blueish
Link Dodaj komentarz »
Koty

Na działce towarzyszyły nam koty.

Każdy kto choć przez chwilę pobył z kotem wie, jak z jednego kota potrrafi zrobić się sześć kotów plączących się pod nogami podczas krojenia mięsa na obiad. A nawet przy porannej kawie kiedy to jeszcze nie został uzupełniony zapas żarcia w miseczkach. Nieźle oddają to ilustracje w książkach o Findusie - niby Pettson ma tylko jednego kociaka, a jednak...:)

Koty fascynowały Mesię. Była w nieustającej pogoni za ruszającym się delikatnie końcem kociego ogona, ale nigdy nie udało jej się tego ogona dopaść. Czarna uciekała profilaktycznie, a Bąbel leżał spokojnie, ale zawsze w kluczowym momencie wstawał i spokojnym krokiem odchodził nierco dalej. Zabawa mogła się zacząc od nowa.

Pod koniec naszego pobytu do drugiej połówki bliźniaka przyjechała Rodzina Wędkarza. Wędkarz chyba nie ma kota, bo zostawił zanętę na tarasie i rano znaleźliśmy pełno pomarańczowego robakopodobnego czegoś na ziemi. Chyba jednak kotom nie smakowało.

Pierwszy płów też świetnie Wędkarzowi się udał. Wyciągnął rybę, jego syn zdejmował ją z haczyka, ale mu wypadła. Nie zdążyła chyba dotknąć porządnie desek pomostu kiedy już była w pysku Bąbla. A pysk wraz z resztą sporego burego kota - na deskach pod pomostem gdzie bez wytaplania się w przybrzeżnym mule nie dałoby rady odebrać mu kolacji:)

Tagi: wyjazdowo
11:24, blueish
Link Dodaj komentarz »
Nad jeziorem

Pierwsza - jakże potrzebna! - część wakacji za nami.

Tradycyjnie juz pojechaliśmy na działkę cioci w lubuskie. Las włazi na dom, dom ma fantastyczny duży taras z widokiem na wodę. A działka dalej opada w stronę jeziora, na jeziorze kajak i ponton. Nawet raz byliśmy na kajakowej wycieczce we dwójkę z M:)

Pogoda była kapryśna, ale oszczędziła nam upałów, dostarczyła trochę deszczówki do skakania w kałużach i sprtawiła, że w lesie pojawiły się kurki do jajecznicy:)

Jedyne, co dało się nam odrobinę we znaki to brzęczący bracia mniejsi. Gryzły wszystkich bez opamiętania, od późnego popołudnia jedznie, czytanie, gra w szachy etc. musiały odbywać się w domu. Tylko biegający jakby miał turbonapęd patrol policyjny złożony z oficera Rekina i  podoficera Burego szalał na dworze robiąc pomiary poziomu deszczówki w wiaderkach i patrolując pokrzywowy zagajnik.

Po ponad tygodniu tak bardzo nicnierobienia jak tylko się da będąc z czwórką dzieci, poczułam, że zaczynam powracać do świata żywych. A przynajmniej zaczęłam wiedziec jak się nazywam bez wyciągania dowodu z portfela:)

Tagi: wyjazdowo
11:13, blueish
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 161