Zapiski z rodzinnego zoo...
Archiwum
RSS
piątek, 12 października 2018
Ciastolinowa księżniczka

Po pracy do garów kobieto!

Moja szefowa podlinkowała chwilę temu newsweekowe Po pracy do garów kobieto, przesłanie generalnie jest takie, że kobiety tyrają jeszcze bardziej, a mężczyźni nadal się obijają i gdzie tu sprawiedliwość.

Jako kobieta powracająca z pracy do garów(!) nie ukrywam, że wolałabym przyjść o szóstej na prawie gotowy obiad przy już nakrytym stole, na stole tylko moja piękna azalia i chusteczki do nosa, a pod stołem tylko nogi od krzeseł.

Tymczasem jak wracam do rzuca się na mnie mnóstwo stęsknionych dzieci z pytaniem kiedy obiad, co na deser, kiedy wydrukuję kolorowankę, odrobię z nimi angielski, znajdę książkę do biblioteki... Na stole kilka brudnych misek po płatkach, cztery kredki, skórka od chleba i pół ludka ninjago oraz folijka z parówki, a pod stół lepiej bez szczotki i mopa nie zaglądać.

Ale... Ale mój M sam z siebie nie będzie się domagać pokazania mu zeszytów ćwiczeń, nie będzie sprawdzać librusa pod kątem zadań domowych. Jest mu dość wszystko jedno na jakim talerzu zje swoją kanapkę, może być plastikowy ze szwedzkiego sklepu z meblami, byle leżała na kanapce kiełbasa. 

Z upływem lat dochodzę do wniosku, że tak jak nie słyszy, że Rekin niepoprawnie wymawia głoskę "r", tak samo nie za bardzo wie, czego ja właściwie oczekuję w kwestii domowych zadań. Prośba :zrób im jajecznicę, a nie dawaj płatków" jest jeszcze w miarę czytelna, ale "popraw nakrycie na kanapie i ułóż ładnie poduszki" pozostaje w sferze zdecydowanych abstraktów.

Po -nastu latach małżeństwa dochodzę do wniosku, że jest jednak wielka mądrość w psalmie 128:

"Szczęśliwy każdy, kto boi się Pana,
który chodzi Jego drogami!
Bo z pracy rąk swoich będziesz pożywał,
będziesz szczęśliwy i dobrze ci będzie.

Małżonka twoja jak płodny szczep winny
we wnętrzu twojego domu.
Synowie twoi jak sadzonki oliwki
dookoła twojego stołu.

Oto takie błogosławieństwo dla męża,
który boi się Pana.
Niechaj cię Pan błogosławi z Syjonu,
oglądaj pomyślność Jeruzalem
przez całe swe życie.
Oglądaj dzieci twoich synów.
Pokój nad Izraelem!"

Tylko nie rozumiałabym tego jako "kobieto siedź w domu przy garach!" tylko jako zachętę do tego, by z miłością myśleć o podziale zadań i obowiązków w domu, o tym, kto i co na danym etapie może zrobić, tak, by służyło to całej rodzinie czy jakiejś większej społeczności. Więc jeśli  nawet najmłodszy potomek jest w fazie "mama" i nie ma zmiłuj to jeśli on tata siedzi na kanapie, to ze starszakami i coś razem czytają, albo w coś grają. Albo jednak wstają z kanapy i idą zrobić zakupy czy sprzątnąć auto.

Równouprawnienie jak sama nazwa wskazuje, jest posiadaniem takich samych praw, a nie systemem wachtowym do każdego zadania, bez uwzględniania możliwości i kompetencji. 

Mogę pewne rzeczy naprawić, załatwić czy wymienić sama, ale już wiem, że potrafię:) i - jak o tym pamiętam:D - wolę te zadania oddelegować i w tym czasie zająć się czymś, co jest nieprzekazywalne.

Albo - z lekkim poczuciem winy, nad tym jeszcze muszę popracować - oddać się lekturze jakiejś książki zamiast robić sto pięćdziesiątą chyba megapożyteczną rzecz. 

Budzik

... powraca do łask.

Do niedawna budziłam się sama, a ostatnio między 5.30 a 6 przychodzili do pracy panowie z wodociągów i jak taka kopareczka przejechała pod oknem na wstecznym to od razu człowieka pionizowało o odpowiedniej porze:)

Dziś obudziłam się o wschodzie słońca i ze zdumieniem skonstatowałam, że jest chwilę po wpół do siódmej. Trzy kwadranse za późno.

Tagi: codziennik
10:11, blueish
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 października 2018
Gdzie leży raj?

Unikając Paszczy Prezesa i żyjąc w moim miłym świecie pełnym miłych ludzi i dobrych zdarzeń, coraz częściej łapię się na marzeniu o tworzeniu raju tu i teraz.

Kogo przy okazji z tego świata wykluczam? Narzekających kolegów-analityków...? Wścibskawą sąsiadkę z dołu...?

Do którego momentu otaczanie się pięknym i dobrym jest ładowaniem akumulatorów, a od którego staje się ucieczką przed problemami własnymi i tego świata? Tworzeniem raju na ziemi?

Źródła informacji

- Czy ty wiesz, że o większości rzeczy, o których mi opowiadasz, przeczytałaś na fb? - spytał któregoś dnia M.

Wiem i trochę mnie to niepokoi.

Może jednak za bardzo się wyizolowałam nie mając telewizji, nie włączając radia i średnio na miesiąc czytając dwa periodyki (niekoniecznie najnowsze) i dwie, trzy książki? Może wrócę do radia. Tam przynajmniej nie widać paszczy tego, Któremu Nikt Nie Wmówi, Że Białe Jest Białe... Ale tak jest cudownie jak nic nie brzęczy, że normalnie aż żal... Może prościej wyłączać fb:) 

piątek, 28 września 2018
Kogo słuchamy i w co wierzymy...

Ciągle ktoś gdzieś wspomina o "Klerze", albo ktoś znajomy się wybiera, albo się cieszy, że wreszcie dowalą tym obleśnym księżulom, albo dowiaduję się z netu, że to najbardziej oczekiwany w tym orku polski film...

Obejrzałam zwiastun. Obrzydliwy.

Świetnie znana fraza, że Kościół jest święty, ale tworzą go ludzie grzeszni, wychodzi daleko poza sens tego zdania, nieomalże wystawia rozczapierzone paluchy z ekranu.

Mam nadzieję, że w środku jest jednak coś więcej. Może z czasem sprawdzę, ale zwiastun niedwuznacznie sugeruje, że by nie zrobić sobie krzywdy, dobrze jest iść go oglądać mając w pamięci spotkania i rozmowy z księżmi, zakonnikami naprawdę żyjącymi Ewangelią. Wierzących znajomych i sąsiadów. A po powrocie z kina być może dobrze klin klinem walnąć sobie "U Pana Boga za piecem" czy któregoś Księdza Rafała.

Egzorcyzmy ONR-owskie mnie zupełnie nie interesują, podobnie jak jestem odległa od opinii, że katolik na takie filmy nie chodzi. Ale jak już iść, to pamiętając, że sami jesteśmy częścią Kościoła i od nas zależy czy jego obliczem będzie szelest banknotów i sprawy karne, czy droga do świętości.

Gdyby odpowiedzialność i aktywny udział w życiu Kościoła komuś była nie po drodze, to nawet Papież do niej zachęcał ostatnio w Liście do Ludu Bożego.

Wszak "jesteśmy na miarę tego kogo słuchamy i w co wierzymy". Czy może raczej w Kogo wierzymy i co oglądamy:)  

czwartek, 27 września 2018
Zaangażowany tata

Trochę znienacka zrobiło się w poniedziałek lodowato.

Nieco zaniepokojona wysyłam maila do M w co ubrał Mesię do żłobka.

Odpowiedź: "Szare spodenki, chyba czerwone skarpetki, granatowy Ti-szert i granatowy LongSzert. I jeszcze do tego zajęcze uszy, a cała była w wózku".

Tagi: codziennik
11:59, blueish
Link Dodaj komentarz »
Dużo czwórek

Czworo dzieci, czwarta praca, cztery (i pół) pokoju w nie-czwartym mieszkaniu, z nie-czwartym mężem.

Czwórka to piękna liczba, taka w sam raz. 

Może w październiku znów dołączę do licealnego kółka brydżowego:)

Czwórki rządzą!

Tagi: codziennik
11:53, blueish
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 września 2018
Powtórka z dylematu

Nasz Buras jest teraz w pięciolatkach i nieuchronnie nadciąga ten moment kiedy to trzeba będzie albo zapisać go do szkoły, albo pozostawić w przedszkolnej zerówce...

Buras jest miły, przyzwoicie ułożony, samodzielny i bystry. I chce już być takim poważnym uczniem jak starszy brat, mieć tornister, piórnik z mnóstwem kolorowych pisadeł, prace domowe(!) oraz oczywiście śniadaniówkę z czymś słodkim, swoje biurko, kieszonkowe i dwa miesiące wakacji:D Mówiąc wprost - chce za rok iść do szkoły.

Tu się zgadzamy.

Ale Bury marzy, by iść do szkoły z Maksem, Antkiem, Michałem, Matyldą... I tu też się zgadzamy Bury i ja, ale obawiam się, że rodzice Maksa, Antka, Michała czy Matyldy nie podzielą naszego poglądu... 

No i co? Zapakować go do okropnej świetlicy szkolnej z nadzieją, że znajdzie nowych przyjaciół czy pozwolić siedmioletniemu bystrzakowi bawić się z przyjaciółmi w przedszkolnej piaskownicy?

Jak uczy doświadczenie, w tym wieku przynależność grupowa/klasowa jest absolutnie kluczowa, można mieć jakieś drobne fanaberie jak Zofia z Rekinem, którzy nadal biegają pod "drzewo miłości", ale kumple to muszą być ze swojej klasy, ostatecznie z równoległej...

Oh my God.

Niesamowicie uszczęśliwia mnie fakt, że Mesz jest z sierpnia:)

Brak weny

- Sępie, czy ty nie miałeś jakiejś pracy z polskiego do odrobienia? - zainteresowałam się w weekend kiedy już się naściskaliśmy, zjedliśmy śniadanie, pogadaliśmy o Big Benie i londyskim zoo, a młodsi zrobili na dywanie korek z miniaturek Wielkich Czerwonych Cosiów. 

- Nie...

- Nic pani Ania nie zadała?

- Był do narysowania komiks, ale nie mogę robić komiksów jak nie mam weny twórczej...

Po czym bardzo z siebie zadowolony dodał:

- Już to wszystko wyjaśniłem tacie.

Wykazałam się wysokim stopniem wredności. Wyjaśniłam konieczność wykonywania swoich zadań niezależnie od tego czy zostało to wyjaśnione czyjemukolwiek tacie czy też nie I poinformowałam pierworodnego, że zadanie ma być zrobione.

Żeby nie być Aż Taką Jędzą, poprosiłam, by opisał historię o jakichś stworkach, którą mi opowiadał przy porannych płatkach.

Powstała... prezentacja:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 176