Zapiski z rodzinnego zoo...
RSS
czwartek, 20 kwietnia 2017
Ale jaja...

Czyli wielkanocnie od końca.

Jako, że przed świętami nasza córka nadal nie przekroczyła magicznej bariery 6kg, zapisałam ją na konsultacje do pediatry - i przy okazji kolejne ważenie.

Stan bez zmian. Dzieć wcina i mleko i dwie miski kaszy i miskę dania obiadowego i jeszcze nieco jabłka czy banana. Mewa bardzo z siebie zadowolona i tylko rzęsami trzepocze. A stan wagowy bez zmian.

Panie w zabiegowym bardzo się śmiały kiedy im powiedziałam, że Mewcia odkryła sekret-marzenie każdej kobiety: jak jeść i nie tyć:D

A bardziej na serio, dostałyśmy pakiet skierowań do rozmaitych specjalistów, na morfologię i badanie ogólne moczu - jeszcze się nie zmierzyłam z tematem. Każdy kto pobierał niemowlakowi płci męskiej mocz do badania, wie, że to superimpreza. A z dziewczynką???

Pani pediatra tak się przejęła- i chyba nie ma swoich dzieci jeszcze, albo się z nimi szczęśliwie nie hospitalizowała:D - bo nalegała nieco na kompleksowe badania w szpitalu. Dałam zdecydowany odpór kiedy już odzyskałam głos po kilkuminutowym wyjaśnianiu w jakim miejscu siatki centylowej plasuje się moja córka. To znaczy Mewa wyleciała z siatki, ale pani doktor skupiła sie na wyjaśnianiu jak odczytać dane z dwuwymiarowego wykresu...

Rzutem na taśmę zaliczyłyśmy morfologię i endokrynologa - który musi mieć wyniki morfologii, a te dopiero dziś.

Pod wpływem reklamy radiowej rozważam nietolerancję laktozy, ale skoro przez pierwsze cztery miesiące życia sobie rosła i nic to chyba jednak nie to... I klikam w necie w poszukiwaniu sensownych źródeł informacji na temat efektywnego rozszerzania diety u niemowlaka. Do osobiście wykoncypowanego zwiększenia wsadu mięsnego - trzeba by się udać po coś bardziej przypominającego mięso niż mielone ze sklepu w kropki - dorzucam jajka. Ekologiczne i z wolnego wybiegu oczywiście. 

Dobrze:D, że Młoda ma znów katar i znów nie szczepimy się jutro, na zakupy pójdziemy:D

I widzę, że powinnam przerobić tag na zoo rośnie albo i nie:)

wtorek, 11 kwietnia 2017
Zwykły wtorek

Pobudka przed szóstą. Nieoceniona Mewunia wyspana i gugająca.

 Śniadanka dla wszystkich, trzy sztuki odprowadzone. Potem jeszcze raz śniadanka, wypakowana zmywarka, Mewa idzie spać. A ja? A ja - wstawić pranie, zgarnąć suche z suszarki. Zaległe przelewy, dostęp do jednego konta, co wymaga telefonu we względnej ciszy. Jeszcze parę rzeczy miało być, ale Mewa miała piekuchę do zmiany.

Po kolejnym drugm śniadaniu zawiozłyśmy ciuszki dla Marysi, przeszłyśmy się kawałek spacerem z przypadkowo spotkaną babcią, a potem do przychodni. Różnica miedzy pomiarem w grudniu, a w ostatni piątek jest mniejsza niż między ostatnim piątkiem, a dziś:D Zapisałam Księżniczkę do pediatry na przyszły tydzień.

Potem Mewi obiad i po chłopaków do świetlicy, Jeszcze ziemnaki i jabłka w budce. Potem skończyć obiad, Mewa idzie spać, Rekin na basen, wydobyć Gadzinę z przeszkola, kupić po bułce na jutzejsze kanapki do szkoły... Mewa jeszcze śpi to zamówić teściowej online pralkę... 

A potem to już chyba tylko ogarnianie, mleka i płatki. I jajecznica. I kąpanie.

I kiedy o 20.15 powiedzmy sytuacja była z grubsza opanowana i miałam wolne moce przerobowe, zabrałam się za pieczenie ciastek na jutro dla Sępa. Mają wielkanocne party z malowaniem jajek i jedzeniem świątecznych smakołyków. Pani Ania bardzo rozsądnie ograniczyła dzielenie się smakołykami do deserów:)

Gdzie ma mi się jeszcze zmieścić kilka godzin zawodowej aktywności??? 

Tagi: codziennik
22:02, blueish
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Sesja podczas sjesty

Powiedziałam Sępowi, że zabawnie wygląda obok Mewci na macie, taki jest przy niej wielkie.

- Coś ty mimi, a wiesz jaka ty jesteś wielka? Gdzie jest aparat? Sama byś zobaczyła...

Aparat był na komodzie i zobaczyłam:

Odwdzięczyłam się Pierworodnemu:)

Potem przybiegł Rekin zobaczyć, co fajnego robimy i też chciał mieć fotkę...

Obie moje supernianie z siostrą:)

A potem zawołali jeszcze Burasa.

Tylko taty zabrakło, naprawiał babci zawór doprowadzający wodę do pralki...

Tagi: codziennik
21:57, blueish
Link Dodaj komentarz »
Poranna kawa

Nie filiżankę. DUŻY KUBEK.

niedziela, 09 kwietnia 2017
Dawcy i biorcy

W piątek wreszcie się ogarnęliśmy i M z Rekinem odwieźli Fruzi torby po morzu ciuchów, ktore dostała od niej Mewcia. Nie wiem czy jest dzień kiedy Mewa nie ma na sobie nic z tego prezentu. Nawet do chrztu miała rajstopki i bodziak:) Chłopaki odwieźli też do innej znajomej z kolei torbę fajnych rzeczy wypłoszonych z mojej szafy. Mam nadzieję, że córki koleżanki coś stamtąd dla siebie wybiorą.

Teraz pakuję torbę z poMewciowymi ciuszkami dla miesięcznej sąsiadki i tak sobie myślę, że to piękne, że są dawcy i biorcy. Radość dla jednych i drugich:)

Tagi: codziennik
22:47, blueish
Link Dodaj komentarz »
Toruńska Sodoma i Gomora

Fragment "Mistrzowskich rekolekcji z Eckhartem" - z ks. prof. Tischnerem rozmawiał dwadzieścia lat temu Janusz Poniewierski. Teraz te rekolekcje wydano jako dodatek do Tygodnika.

Z rozdziału 3. o wierze i wyrzeczeniu:

"[...]

- Widzą, że Bóg jest miłością. Oto kluczowa intuicja wiary!

- To przecież wie każdy czytelnik Ewangelii...

- ... i jednocześnie to nam wcale nie przeszkadza lamentować nad upadkiem świata. Ten lament jest w gruncie rzeczy pretensją do Pana Boga.

- Zaraz. Mogę przecież mieć do czynienia z Sodomą i Gomorą.

- Do zniszczenia Sodomy i Gomory doszło na pewnym etapie ekonomii zbawienia, długo przed narodzeniem Jezusa. A zresztą, jak zachowuje się prawdziwie Boży człowiek w obliczu takiej kary?

- Targuje się z Bogiem w obronie mieszkańców zagrożonego miasta, prosi Go o miłosierdzie.

- Na tym polega różnica między fałszywym, a prawdziwym prorokiem. Fałszywy prorok tropi zło, przykleja "etykietki" kolejnym wrogom Kościoła. Prawdziwy prorok...

- ... szuka jednej zagubionej owcy.

- I mówi, że Bóg jest miłością.[...]" 

Pomyślałam o tych wszystkich niekoniecznie mądrych i dobrych rzeczach, które mnawiałam - i pewnie nadal czasem mawiam - na temat Radia Maryja i zawstydziłam się trochę. 

A potem powróciłam do lektury 

W rozdziale 5. o miłości i odosobnieniu:

"[...]

- No właśnie, jaka jest ta nasza religijność?

- Pomówmy o konkretach. Jeżeli pewien profesor chce założyć w Warszawie uniwersytt, to niektóre media katolickie nie widzą nowej uczelni i owoców, jakie może ona przynieść Polsce, a nawet Europie Środkowo-Wschodniej, natomiast węszą szukając niedobrych intencji itp. Jeżeli Fundacja Batorego daje stypendia ludziom nauki, to mówi się, że jej celem jest... zniszczenie polskiej nauki.

- Przecież to piramidalna bzdura.

- Włącz "katolicki głos w twoim domu", to się dowiesz, że prawie wszyscy, których cenisz i uważasz za ludzi dobrych, to żydokomuna i masoneria. A potem poczytaj Mistrza Eckharta, wówczas zobaczysz, jak bardzo różnią się te dwa typy religijności.

- Ograniczę się tylko do lektury Eckharta, dobrze?

- Słusznie, bo to, co ci proponuje "katolicki głos", to w gruncie rzeczy spojrzenie areligijne.  

 [...]".

Chyba naprawdę najlepsze byłoby rozumiane po Eckhartowsku odosobnienie...

Dodatek rekolekcyjny polecam jako świetny kop do refleksji przedWielkanocnych. Nie tylko osobom z zacięciem filozoficznym.

O przemyśleniach mistrze Eckharta - mistyka codzienności - można także poczytać więcej tutaj.

piątek, 07 kwietnia 2017
O matko... i córko

Byłam rano na wizycie kontrolnej z młodszymi. 

Dziecko Bure, wagowo w sam raz, raczej z tych wyższych, nowy fotelik na majówkę koniecznie:) Burek dąsał się w normie, pomerdał ogonkiem na naklejki i chętnie potem poszdł do przedszkola, przeszczęśliwy z porannej podróży kolejką.

Dziecko "Różowe" jak na nią nie dąsało się wcale:) Jest nieduże - to widać po ubrankach, podobnie jak widać, że Bura Gadzina jst z tych dłuższych. Ale... ale waży 5,7kg, czyli tyle ile cztery miesiące temu. Szok.

W sumie szok podwójny. Pal sześć wypadnięcie z siatki centylowej poza trzecie odchylenie. Może sobie być poza siatką, byle były przyrosty. Ale jeśli nie przybiera to musi(ał) być jakiś powód. Jaki?

A po drugie - doktor w ogóle nie zwrócił na to uwagi. A już w grudniu mówił, że drobniutka... 

I myślę, co dalej.

Na dobry początek pewnie miska kaszy, bo się właśnie Mewcia obudziła:)

czwartek, 06 kwietnia 2017
Drewniana wioska

Mój podwójny zachwyt.

Nad uniwersalnością zabawki jaką są kolorowe drewniane klocki. 

I nad przyjemnym z pożytecznym, kiedy to starszy brat bawi się w to na co ma ochotę, ale obok maty, więc siostra uważa, że to teatrzyk dla niej i wszyscy są szczęśliwi.

Ja też. Często dzięki temu daję radę skończyć obiad w porze obiadowej:)

Tagi: codziennik
20:49, blueish
Link Dodaj komentarz »
Marzenie o frędzelkowej przekąsce

Nie da się zjeść? To może coś innego...?

Znane budowle

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 157