Zapiski z rodzinnego zoo...
RSS
piątek, 26 sierpnia 2016
Wyfrunęła

Mewcia oczywiście. Nie do końca wiadomo czy lew czy panna, 54cm, 3,62kg, 10 pkt.

Jest śliczna i słodka. I stanowcza, sajgon z jedzeniem w szpitalu jak z każdym z naszych dzieci wyszedł sam z siebie.

Od trzech godzin jesteśmy w domu, chłopaki wyruszyli pompować koła od wózka:)

19:12, blueish
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 sierpnia 2016
Kredowe ninje

Troszkę je widać na fotce w poprzednim wpisie.

Po południu przed tą pełnią Bura Gadzina spała, a Gadzina Starsza ułożyła wielką konstrukcję, przestrzenną, a potem z nudów zaczęli się tłuc, skakać po kanapie i domagać obiadu.

Powiedziałam, że skoki i siłowanie to na dworze, a ja zrobię obiad.

Powiedzieli, że przecież oni sami na dwór nie chodzą...!

Spytałam - a czemu?

Bo my zawsze z kimś dorosłym.

To prawda w sumie, bo trudno samego Burego gdzieś puścić. Ale teraz Bury śpi, okolica spokojna, a te dwa ziółka są uczniami i po co im przycupnięta na chodniku metr obok mama...?

Więc może jednak tym razem bez dorosłego? Jak my z tatą byliśmy w ich wieku... Pitu-pitu... Mogą wziąć kubełek z grubą kredą i narysować coś fajnego. Pochrobotało w płowych łebkach, pochrobotało, wzięli kredę i poszli.

Pomachaliśmy sobie przez okno.

Wrócili po ponad godzinie, w sam raz jak odcedzałam ziemnaczki, a fasolka była idealnie ugotowana:)

Okolice pełni

Podobno zncznie wiecej dzieci przychodzi na świat w okolicy pełni.

Mewcia ograniczyła się do straszenia - porządnego - zasnęłyśmy dobrze po trzeciej.

Bracia Mewci zatem zamiast iść pod moją czułą matczyną opieką na pezet, po raz n-ty obejrzeli 101 Dalmatyńczyków - chyba obie części:), potem razem obejrzeliśmy pełniosprawcę:)

Prawda, że piękny?

A potem kolejnego wieczora na fali bycia nadal w dwupaku, spotkałam się z dawno niewidzianą odziedziczoną po Adze kumpelą i tak nam się supergadało nad tiramisu. A dużo było do odgadania, bo odkąd wyprowadziliśmy się w drugi koniec osiedla, nie spotykałyśmy się regularnie na placyku...

Księzyc szalał nadal kiedy odprowadzała mnie do przegubowej taksówki:)

Tagi: codziennik
13:50, blueish
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 sierpnia 2016
Jeśli...

... "Ginekolodzy" są tak profesjonalnie napisani jak niby-to-kwintesensja idei chrześcijaństwa, a w szczególności przesłanie św. Pawła, Orygenesa i św. Augustyna w rozdziale o Milly Brown, to chyba lepiej zdystansować się do wiarygodności tej lektury.

Rozumiem, że można mieć rozmaite zarzuty pod adresem kościoła i spora część tych zarzutów ma swoje uzasadnienie, ale ten stek bzdur, który się we wspomnianym rozdziale pojawia...

Panie Jurgenie Thorwald, świeć Panie nad Pana duszą, proponuję pozostać przy historii medycyny.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Chwal i samej daj się pochwalić

Ugotowałam gar niezłego rosołku i chcąc zrobić zwierzynie przyjemność, postanowiłam zrobić do tego domowe kluseczki. Nawet nie makaron, tylko takie tarte na tarce. NIby prostsze. Przynajmniej tak to wygląda, kiedy te kluseczki robi mama. Mama oczywiście ma megawprawę, bo w przeciwieństwie do mnie, nie nabywa nitek ani pierogów w Sklepie W Kropki bądź paski, tylko kilka razy w tygodniu produkuje na stolnicy różne mączne cuda.

Ja ostatni raz produkowałam coś takiego zapewne przed narodzinami Padlinożercy. Może zdarzyło mi siępotem robić kopytka czy knedle parę razy:) Ciasto wyszło dziś super... na pierogi - to na szczęście było korygowalne, ale zanim udało mi się stworzyć zgrabną górkę nieco mniej zgrabnych kluseczek, minęła zdecydowanie dłuższa chwila i starłam sobie przy okazji kawałek naskórka.

Nad miseczką z zupą Pierworodny spytał, czy on może jednak zostawić trochę tych okropnych klusek...

Pomyślałam sobie, że chyba częsciej powinnam chwalić pyszności, którymi raczy nas moja mama. I nie mówić: "och, to nic takiego!" kiedy przychodzą koleżanki i chwalą nasze szarlotki czy serniki, że takie kruche, puchate i pyszne. Jak szarlotka jest u nas średnio trzy razy w miesiacu wliczając w to sezon bez kwaśnych jabłek...:)

Tagi: codziennik
19:47, blueish
Link Komentarze (2) »
Albo i nie...

... przegina. 

W czwartek musiałam się zregenerować po wycieczce do centrum, ogarnieciu apteki i zamówień książkowych. Ksiązki zasłużą na wpis odrębny:)

W piątek ogarnęłam dom, prasowanie, spakowałam zbędne ciuszki, dopakowałam walizkę.

W sobotę podrobiłam obiad, wyprawiliśmy dzieci do babci i spędziliśmy 6h na IP, głównie w kolejce do dyżurnego położnika. Pani Nie-Moja-Doktor obejrzałam prawidłowy zapis KTG, opis USG z czwarteku, spytałam czy wszystkie dzieci urodziły się w terminie i orzekła, że szczerze wątpi, żebym tym razem urodziła przed terminem w ogóle, a na pewno nie przed terminem planowego cc. I że ona wysyła mnie do domu i co ja na to? Co ja na to? Pojechaliśmy do domu:) Na szczęście to nasze kolejne dziecko, baaardzo ruchliwe, od szpitala nie dzielą mnie lata świetlne, a ciśnienia na niepotrzebne przyspieszanie nie mam.

W sumie od czasów Michaelisa - i pierwszych cesarek zakończonych sukcesem - minęło prawie dwieście lat...:) W ramach przedporodówkowyxch lektur czytam też "Ginekologów" Thorwalda ...

Równie dobre jak "Stulecie chirurgów", jestem zafascynowana. Ciekawe czy na sali operacyjnej przypomną mi się co bardziej drastyczne sceny...:D

Wracając do tematyki okołoMewowej, dzieci zadowolone, że jestem w domu, codzień rearanżują Mewce kocyki i pluszaki w łóżeczku. Tylko trochę się denerwują, że nie chcę im powiedzieć kiedy siostra dokładnie się urodzi...

czwartek, 11 sierpnia 2016
Mewka też przegina

Miałam dziś wizytę kontrolną - spotkanie z anastezjologiem, KTG, USG i takie tam.

Pani anastezjolog b. miła, Twierdzi, że zakładają cewnik do cc po zapodaniu znieczulenia, a nie przed. Że są szanse na pierwsze karmienie na sali. Że może na sali być M. Zapisała też w mojej karcie o poBurasowym zespole popunkcyjnym. Jesli połowa z tych "że" okaże się prawdą to poród gotów okazać sie czymś więcej niż doświadczeniem survivalowym:D

Mała dla odmiany ma się dobrze, nadal jest duża - 3,4kg na początku 38.tc., podobnie jak chłopaki. Na początku KTG ucinała sobie drzemkę, więc położna zaproponowała, żebym może coś zjadła, bo lepiej, żeby się nieco rozruszała. Coś zjadłam. I w efekcie i z zapisu KTG oraz kontroli USG wynikło, że wolałaby urodzić się wcześniej... Czy ona nie przegina?

Powstała więc kwestia czy może przesunąć to planowe cc na przyszły tydzień. Formalnie się nie da, bo nie ma miejsc, więc dr z szefową patologii uradziły, że przyjadę pojutrze na IP na kontrolne KTG, które i tak dobrze zrobić i zobaczą jak wtedy będzie wygladać sytuacja z Młodą i na oddziale.

W ogóle wszyscy byli tacy mili i kompetentni, że aż zaczęłam sie zastanawiać czy to na pewno placówka finansowana przez Narodowy Fundusz. I tak jak napisałam wcześniej - może tym razem uda się po prostu cieszyć nowym członkiem rodziny od narodzin, a nie dopiero od tej doby, w której człowiek z nowym członkiem daje dyla do domu...?

15:17, blueish
Link Komentarze (4) »
środa, 10 sierpnia 2016
Przegięłam

... z przygotowaniami do szkoły.

Tormister, plecak, piórniki, ogarnięty temat tenisówek i worków na wuef, nawet ksiązki do religii. Ok. Ale chłopięcych zeszytów w kratkę i trzy linie to mamy tyle, że chyba jeszcze Buras się załapie...:D 

Warunki fatalne...

Rodzice moi w przypływie ułańskiej fantazji wybrali się w tym roku na wakacje do Rosji i Mongolii - z grubsza rzecz biorąc objazdówka między Irkuckiem, a Ułan-Bator. Z przejażdżką koleją transsyberyjską i kilkoma noclegami w jurtach w ramach atrakcji. 

Dostaje w nocy sms-a - mama chyba zapomiała o różnicy czasu:) - Cały czas leje, wilgoć, w jurtach zimno. łazienki na zewnątrz, trzeba do nich iść po mokrej trawie. Ogólnie warunki fatalne.

Przyznam, że nie do końca wiem, co podkusiło moich rodziców, którzy nigdy nie byli wielbicielami noclegów w bazach namiotowych, żeby dobrze po siedemdziesiatce decydować się na taką radykalną zmianę poglądów i taką formę wakacji...  

Tagi: codziennik
17:32, blueish
Link Dodaj komentarz »
Naprawdę nie czytałam...!

Tej ksiązki Moniki Szwai, o której pisałam ostatnio. Organizowanie agroturystyki u stóp Karkonoszy zapamietałabym z pewnością:)

Jest tam taki wątek jak jesdna z narratorek idzie odwiedzić sołtyskę, siedzą przy kawie i placku drożdżowym z kruszonką. Przychodzi mama sołtyski.

"[...] Zrobiła chytrą minę, ale zaraz niewinnie złożyła buzię w ciup i oddała się konsumpcji placa z kruszonką. Też ztresztą bez kruszonki, którą odłożyła dla dzieci. Ciekawe czy ja będę kiedyś odkładała najlepsze kąski dla swoich dzieci. Ale raczej nie, bo mi się to wydaje strasznie niepedagogiczne"

Też mi się tak wydawało. A teraz na obiad gotuję głównie to, co lubią dzieci, odkładam najsmaczniejsze kąski dzieciom...

Chyba, że jest tak jak dziś - dzieci z tatą pojechały zwieedzać zamek, a ja miałam na obiad warzywny gulasz z cukinią i resztkę szarlotki, na którą nikt nie patrzył łakomym wzrokiem, bo papugi wolą ziarno...:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 148