Zapiski z rodzinnego zoo...
RSS
wtorek, 15 maja 2012
Odkrycia

Kiedyś wydawało mi się, ze odkrywanie czegoś nowego zawsze jest piękne, fascynujące i popycha świat do przodu.

Zdaje się, że co najwyżej to ostatnie jest prawdą, o ile dobrze do tego podejść. Wcale nie chcę wiedzieć, że można być aż tak zmęczonym, aż tak pozbawionym zdolności myślenia abstrakcyjnego czy planowania. Wcale nie chcę się dowiadywac na własnej skórze, że dzieci to coś tak cennego, każda chwila naprawdę niepowtarzalna, a tak zwany sukces jest tylko i wyłącznie wytworem wyobraźni naszej cywilizacji i uganianie się za nim przypomina pogoń za tęczą.

wtorek, 08 maja 2012
Bytności i niebycia

E wraca do pracy od przyszłego tygodnia.

A trzyma się pracy kurczowo jakby to było koło ratunkowe w zalewie pytań o to gdzie jest początek a gdzie koniec kija.

A ja marzę o tym, żeby przestac oceniać cudze działania. Żeby spanie w wielu odcinkach i zanik abstrakcyjnego myślenia nie rujnowały mi życia. Żebym mogła przestać ganiać się z czasem, co chwila wywalając się na pysk i pokrzykując na zwierzyniec.

poniedziałek, 07 maja 2012
Migawka z placu zabaw

Zaległa:) Odprowadziliśmy babcię i zostaliśmy na placu zabaw koło pani Małgosi z ibami.

Sęp uciekał, żeby nie stać się przekąską...

A Rekin wspinał sie po schodkach po to, żeby nie zjechać na zjeżdżalni...

 

Przybiegał opowiedzieć mamie, że tu są schody na górę i zjeżdżalnie, a dalej bawi się brat...

A potem na dół po schodkach i znów do góry. I tak - nomen omen - w koło Macieju :) Tyle, że Sępik zjeżdżał na dół.

Działkowanie

Zadebiutowaliśmy z długimi weekendami na własnej działce:)

"Wiosna na ziemi szaleje od bzu...", słowiki wydzierają się z co trzeciej gałęzi, żaby okupują wszystkie dostępne rozlewiska, kałuże i oczka wodne, księżyc w pełni i tylko mali krwiopijcy sprowadzają człowieka na ziemię.

Dużo nowości. Mamy bieżącą wodę. I zimną i ciepłą:) I piecyk vaillant jak się okazało:) Rozpakowaliśmy do końca naczynia. Ugotowaliśmy pierwszy pełnowymiarowy obiad - pełnowymiarowy, bo Rekin strasznie chciał wla-wla. Umyliśmy się w łazience. Wiemy, że bardzo nam brak zasłonki w kąciku jadalnym:) Z Sępem posialiśmy trawę tam gdzie M robił wykopy pod rury.

Poza tym chłopcy mieli wielką uciechę pomagając tacie wozić piach i ziemię taczką - tata wciąż ulepsza oczyszczalnię i system wodno-kanalizacyjny:) Rekin ostatecznie zmobilizował nas do pozyczenia odkurzacza od sąsiadów - w sobotę wstał i bawił sie po cichu, więc zasnęliśmy, a on w tym czasie znalazł tak z pół kilo cukru, przesypywał go z torebki do kubka, a z reszty zrobił plac budowy, po którym jeździł z zapałem spychaczem. Tak mu się podobało, że przyleciał do nas do sypialni z komendą "mama seń! seń!" i zawlókł mnie za rękę pokazać jak świetnie się bawi:) Na szczęście była już prawie siódma i na szczęście część cukru była do odratowania, więc mogłam doprowadzić sie do porządku kubkiem gorącej kawy.

Bardziej rekreacyjnie poszliśmy z chłopcami nad Wisłę, Sęp nakręcony na kopanie na plaży, Rekin - na kąpiel, więc dyplomatycznie wypłoszyłam ich stamtąd na łąkę gdzie mogli robić bukieciki z mleczy i koniczyny:) Z tego punktu widzenia zdecydowanie lepiej mieć działkę nad mniejszą rzeczką:) Załapali się na kapiel na trawie - w słoneczne popołudnie to sama przyjemność:) Gdzieś tylko zaginął nam basenik i w użyciu była poRekinia wanienka. Mała niestety, Sęp kąpał sie pierwszy i chciałam Kinemu nalać czystej wody, ale gdzie tam. Sęp jeszcze nie zdążył dobrze wyjść, a Rekin już rozebrał się i wlazł z okrzykiem "Deje ko. Ko!".

W piątek M pojechał do pracy, a kiedy Rekin po południu zasnął... na dywanie, nawet sandały sobie zdjął:), dobraliśmy się z Padlinożercą do książek i klocków - budowa labiryntów i garaży jak na razie w ogóle się nie nudzi.

W sobote wieczorem dojechała do nas jeszcze ciocia Gadzinka, więc pełna ekstaza. Gadzinka jest u nas jak domownik prawie, więc po prostu płynnie weszła we wszystkie akcje. A potem wcisnęła się między dziecinne foteliki na tylnej kanapie w drodze powrotnej:)

Chłopski muszą bardzo lubić działkę. Jedyne wzmianki o bajkach to była "plu plu Maja!'" kiedy Rekin pokazywał pszczółki w książeczce o kotku na wsi i kiedy Sęp nawiązał do T-Bone'a chcącego samego siebie przekonać, ze potwory nie istnieją:) Nie domagali się też bajek w domu, po powrocie.

Domagali się za to wakacji nad morzem z mamą i tatą i zamieszkania w domku z pięterkiem:)

Tagi: codziennik
11:20, blueish
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 maja 2012
Kanar

Po leniwym rodzinnym śniadaniu postanowiliśmy wykorzystać wyjątkowo upalne Święto Pracy na spacer po Lesie. Chłopaki pełne entuzjazmu. Rekinowi nigdy nie trzeba dwa razy powtarzac, że wychodzimy, jak się za wcześnie powie to potem ma się z pół tuzina Rekinów pod nogami, każdy wciska do ręki buty, żeby już szybciej wyjść:) Sęp z kolei nakręcił się na zbieranie patyków. M brał plecak, więc oprócz zapasowych spodenek i wody wcisnęłam mu tam także i bilet i wyruszyliśmy.

Dziś wybyłam do pracy. Wyjątkowo z torebką. DUŻĄ TOREBKĄ. W tramwaju kanar. Akurat wszyscy mieli ważne bilety, więc czekał, aż pokażę mu swój. Trzymając brodą "Pocztę Ojca Malachiasza", którą akurat czytałam, wypakowałam z torebki kalendarzyk, kartę do pracy, grzebień, kanapkę, zapasową pieluchę Rekina, chustki do nosa, skarpetki którejś gadziny, banana... po czym popatrzyłam na pana i spytałam czy mogę już nie szukać dalej. Pan się zgodził i dał mi spokój.

Jakiś czas potem zadzwonił M, zeby mi powiedziać, że znalazł mój bilet w swoim plecaku. To mu sie pochwaliłam kanarem.

- Kiedy ostatnio spotkałaś kanara? - zainteresował się M.

- Prawie rok temu:)

Zaraz potem jak policjant - któremu przelazłam na czerwonym świetle tuż przd radiowozem - pouczył mnie, że należy uważać na drodze.

Jeszcze niedawno niespecjalnie wierzyłam, że takie absurdalne zbiegi okoliczności zdarzają się gdziekolwiek indziej niż tylko w powieściach.

Tagi: codziennik
10:13, blueish
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Lingwistyka stosowana

Przeczytałam na blogu Agry rozmowę pana Rusinka z pnią z banku. Że tak sobie zacytuję:

- Dzień dobry, czy rozmawiam z panem Michałem Rusinek?

- Tak, ale ja się deklinuję.

- A, to przepraszam. Zadzwonię później...

Najpierw ryknęłam zdrowym śmiechem.

A potem przypomniałam sobie wczorajszą rozmowę z moją teściową.

Po wiosennej randce z mężem - zwierzyniec porzuciliśmy u teściów i udaliśmy się za rączki na spacer do lasu

 

- pojechaliśmy odebrać zoo i zjeść u nich spóźniony obiad. Mama opowiadała, że tydzień wcześniej poszli z tatą na "Nowy raj utracony" i że forma jak dla niej była nieco zbyt uwspółcześniona.

- Pewnie nie byliście targetem tego przedstawienia - zauważyłam. Po czym popatrzyłam na minę mojej teściowej, która nie pracuje w marketingu i nie zna angielskiego. 

Nie sztuka mieć wykształcenie. Sztuka to nie zamęczać innych tym faktem. 

 

czwartek, 19 kwietnia 2012
Drzewa dookoła

Przyszły wczoraj do nas dziwczyny z BB porozmawiac o analizach. Jedna z nich jest na tym samym etapie ciąży, co nasza Aga, więc temat ustępowania miejsca w trmwaju, płci, imienia etc. wypłynęły naturalnie. Wypłynęła też kwestia wyboru szpitala.

- ... Do tej pory się nad tym nie zastanawiałam. Myslałam, ze ginekolog, którty prowadzi ciążę, zajmuje sie tym do końca i gdzieś mnie wysyła i dopiero na ostatniej wizycie uświadomiłam sobie, że sama muszę się tym zająć. I pomyslałam o szpitalu ks. Anny, bo on jest tak ładnie, połozony, spokój, dookoła, drzewa...

Najpierw zdumiała mnie ta wypowiedź. Co ma ładne otoczenie do porodu??? A potem pomyślałam że to ma sens. Że większość szpitali w naszym mieście ma podobny standard. Że urodziłam Sępa w szpitalu koło pracy - niewazne juz czy wybrany ze względu na lokalizację:) czy dlatego, że Wika i Tadzio tu się urodzili - dlatego, że akurat to miejsce przerażało mnie najmniej. Czyli tak naprawdę chodzi o poczucie bezpieczeństwa i wszystko jedno czy to poczucie  bezpieczeństwa daje biuro obok, opinia przyjaciółki czy widok z okna:)

Słownik Rekina

- Jak to się dzieje, że Rekin na okrągło do mnie gada, a koło ciebie siedzi spokojnie i czyta po cichu?

- Lepiej opanowałaś język Rekina. Z mojego wykształcenia przyrodniczego wynika, że Rekiny werbalnie się nie komunikują.

Więc zanim to wszystko uleci w niebyt i Rekin przejdzie na mniej orygionalny:) język polski, uratuję przynajmniej część słownika Rekina (2 lata, 3 mies.):

ala - lalka; ała/ało - halo;

ba  - brat; buła; bała - balon; be-be - owca/baran/kozioł:); bjum-bjum - warczenie pojazdu; bla-bla - babcia, butelka; blu - bluzka, bluza; bu-bu - spodnie; 

chała - chałka; chap-chap - chlapie, kapie, płynie; ci-ci - czytaj; ciu-ciu - pociąg; cho-cho - świnka; choi - choinka, iglaki, czasami drzewo

dom; du-du -buty; dziadzia - dziadek; dzici - dziewczynka/dziecko; dziób - dziób, ptak; dziuju - dziura, łóżeczko (spadek po wyjętych szczebelkach i zachęcie: Rekin właź do dziury);

fa-fa - sweter, marchewka; fia-fia - kwiat(ek), roślina;

gaja - okulary; gajaja - gorące;

hau-hau - pies;

i-ju i-ju - samochód

je - ktoś coś je, jeż

kała/kawa - kawa; kałało- kakao; kla - klatka; klo-klo - klocki, krokodyl; klu - kurtka; ko - kąpiel, wanna; ko-ko - kura, kogut; kola - kolano, weź mnie na kolana; koło - koło, okrągłe; kje - Krecik, kredka, krem; kjen - zakrętka, kle-kle - bocian, naklejka; kła-kła- czapka, kapelusz, ręka; kon - koń; kupa; kwa-kwa - kaczka

lamba - lampa, latarnia, światła dowolne; lyb - ryba

łaa - dinozaur

ma - nie ma czegoś; mam - mam coś/ktoś coś ma; mama - mama i inne miłe panie, które przutulają i dają dobre rzeczy do jedzenia; mian - kotek; mu - krowa, rzeczy z krową

ne - nie; nio - noga; no - nos;

pan-pan - pan(i); papa-papa - daj mi też to coś dobrego, co sam wcinasz; pla-pla - poproszę, przepraszam i inne takie grzeczności:); pojo - autobus; puba- papuga;

sala - szlik, apaszka, seje - serek, jogurt; seń! - wstań; sici - świeci; siusiu; so - sok; sojo - słońce; soń - słoń; su - stół;

tak; tata; tędy (obaj uwielbiali ten wyraz w tym wieku:))

wla-wla - woda, zupa

Zeje - tak odpowiada Rekin na pytanie "jak masz na imię?". I okropnie się przy tym chichra:)

To neisamowite, bo Sęp z etapu "sododo" i "memewki" w ciągu kilku tygodni przeszedł do zdań złożonych ze słów. I nie miał słów wytrychów oznaczjących rzeczy nie tylko z innych parafii, ale i diecezji... A Rekin inaczej:)

Mój tata ngrywał co jakis czas, co miałam do powiedzeniw w wieku zoo. Ostatnio zadał sobie trud znalezienia kogoś kto te zapisy ze szpul przeniesie na zgrabne DVD. Mam treme przed włożeniem tych płyt do odtwarzacza... Może to jak z opowieścią z "nieba dla akrobaty" gdy juz po odejściui rodziców próbuje się uzupełniać rodzinną historię i odkrywa, że rodzice też byli młodzi, zaangażowani, zaangażowani tak samo jak my teraz w wychowanie.

środa, 18 kwietnia 2012
Nie! Nieplawda! Wcale tego nie ma!

Nie pójdę! Nie zlobię! Nie!...

Wszystko na nie. Nawet gdyby człowiek chciał się zgadzać na wszystko jak leci, nie da się, bo poglądy Sępa są wewnętrznie sprzeczne. Dinozaury zazwyczaj żyją tylko "do umajcia i tejaz juz ich nie ma, pjawda mama?", ale potem okazuje się, że to jego ukochane zwierzątka i "pseciez dinizauji wcale nie umajły!!!".

Zjadają ładnie pierogowy podwieczorek, wyjmuję trzy wafelki, jeden dla Sępa, jeden dla Kinia i jeden dla siebie. Dzika awantura, że zjadam jeden z wafelków, bo przecież Sęp miał mieć dwa.

Zasiadamy do oglądania bajek. Ustalone, że pięć, wybierają na zmianę. Przy drugim wyborze Rekina Sęp się obraża i wrzeszczy, bo on nie chce oglądać Krecika tylko dalej Harry'ego i wiaderko dinozaurów. Po piątej bajce wrzeszczy, że przeciez on chciał wiecej bajek. Wię-cej ba-jek!!! Przy chowaniu laptopa HISTERIA.

Potem nie ma serka, a jak się jednak znajduje w lodówce, to jednak ten serek jest zły i znów dzika afera. Kapać też się nie chce, idziemy we dwójkę z Rekinem, w końcu Sep dołącza, ale nadal jest wkurzony i zabiera Kiniemu wszystkie zabawki. O dziwo chce wyjść pierwszy i - ponieważ wychodzi - wciska Kiniemu wszystkie zabawki jakie są w okolicy wanny I MÓWEI "Mama, popats jak się dzielę z Jekinem hau-hau". Jak tak wszystko wrzuca, zamiast docenić danie Rekinowi pieska (Rejkin naprawdę happy), nie wytrzymuję i KRZYCZĘ.

Sęp w RYK.

Na szczęŚcie jest M, więc może mnie zmienić, a ja mogę ochłonąć.

I Sęp i ja nadajemy się na pogłębioną terapię. Tylko on ma cztery lata, a ja powinnam chyba prezentować sobą coś więcej.

 

Tagi: codziennik
10:29, blueish
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 kwietnia 2012
Pla pla seje mu

Czyli Rekin prosi o kolację:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41