Zapiski z rodzinnego zoo...
RSS
czwartek, 16 listopada 2017
Spóźniłem się do szkoły, bo...

Chłopaki się usamodzielniają. Dziewczyna też się usamodzielnia, ale to temat na oddzielny wpis:D

Rekin dwa razy w tygodniu wraca sam z angielskiego - angielski w sąsiednim bloku:D - a czasami pozwalam mu wrócić samodzielnie ze szkoły. Rano z kolei megaatrakcją do obu młodszych jest to, że Rekin sam odprowadza Gadzinę do przedszkola. Czasami pozwalam.

Ale wczoraj trochę przesadziliśmy.

Rekin miał odprowadzić brata, a potem wrócić sam po lekcjach między 13 a 14. O 14.15 wciąż go nie było, zadzwoniłam więc do świetlicy gdzie po wielu próbach skomunikowania się z panią Olą przez walkie-talkie udało się ustalić, że nienawidzący świetlicy Rekin kopie z chłopakami piłkę i ani mu w głowie iście do domu. A ja zostałam ofuknięta, że panie nie mają mozliwości dopilnować godziny wyjść wszystkich dzieci. W co święcie wierzę zresztą.

Skaskadowałam więc ofuknięcie na Rekina, zaleciłam wpisanie zegarka na listę próśb do świętego Mikołaja i zawiesiłam na razie mozliwość samodzielnych powrotów. Teraz łazi za mną i miauczy, żeby dac mu jeszcze jedną szansę.

Ale jak się okazało, to nie był koniec. Odrabiając angielski Rekin powiedział, że spóźnił się na lekcje. Spytałam więc cóż takiego robili po drodze, że dwadzieścia kilka minut nie wystarczyło na dotarcie do dwóch szatni i zmianę dwóch par butów na temisówki.

- Mimi, była po drodze śmieciarka i Bury za nic nie chciał iść dalej, musiałem go dopiero zachęcić, żebyśmy poszli na okrągło, pod szkołę i doszli do przedszkola z drugiej strony...

Mea culpa, zapomniałam o zagrożeniu w postaci piszczącej na wstecznym śmieciary...

Jest to niewiele bardziej wiarygodne od wyjaśnienia, że osobnik spóźnił się na lekcje, bo mama kazała mu wciskać z powrotem do tubki nadmiar pasty do zębów.

12:51, blueish
Link Komentarze (1) »
Lekcja pięknego różnienia się

W ostatni weekend byliśmy na kameralnym wyjeździe kręgowców.

Miłe miejsce. Pobyt po kosztach ogrzewania. Mama zaprzyjaźnionego księdza zaofiarowała się nam gotować przez dwa dni po kosztach produktów - i dawno tak dobrych rzeczy nie jadłam, bo ostatnio rzadko mam okazję bywać u rodziców w porze obiadu:) 

Nasi cudowni tegoroczni animatorzy zatroszczyli się o dzieciury, wiec bimbaliśmy sobie z paskudnej aury, bo było dekorowanie i pieczenie ciastek, robienie zakładek - nawe Mesz na moich kolanach "robiła" zakładkę:) - kino dla dzieci i inne takie.

Były też rozmowy o otwartości na życie zainspirowane tematem studyjnym. A przy okazji lekcja pięknego róznienia się...

Zapakowane do auta dzieci od razu się upewniały czy za rok znów tu przyjedziemy.A my mieliśmy - i mozna by rzec mamy nadal - starter do powazny6ch rozmów o życiu:)

Tagi: codziennik
12:36, blueish
Link Dodaj komentarz »
Porządek leksykograficzny

Od niedawna jestem posiadaczką telefonu z ekranem dotykowym. Mająca siedemnaście lat karta SIM nie pasowała gabarytowo do tego cuda, więc i kartę mam nową. I niepowtarzalną szanę na stworzenie listy kontaktów od nowa, bo przez bluetooth jakoś nie bardzo idzie wczytanie danych ze starej karty.

Mam więc co chwila zagadkę - i test na refleks - kto własnie do mnie dzwoni:)

Stwierdziłam, że koledzy z byłej pracy nie widzą to po prostu przepiszę te potrzebne kontakty.Najwięcej mam na "A", bo jak wiele osób znajomi owszem są sortowani alfabetycznie, ale po imionach, a tylko "obcawi" po nazwiskach.

Na przepisywaniu zastał mnie M.

- I jak Ci idzie?

- Dobrze - odparłam wpisując Anię D. - jestem już przy "D".

A potem się zrefflektowałam:

- A nie, już przy "A"...

Tagi: codziennik
12:32, blueish
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 listopada 2017
Tragarka

W poniedziałek wpadła na chwilę babcia. Zostawiłam jej na chwilę megamarudną i obsmarkaną Mesz i poszłam do Sklepu W Kropki celem posiadania w lodówce czegoś więcej niż światło i butelka muszynianki.

Przy kasie, kiedy płaciłam za zawartość dwóch ogromnych siat, zagadnęła mnie kilkudzietna znajoma. U nas babcia i wyrwałam się na zakupy. U nich teść i wyrwała się na zakupy. I od słowa do słowa zaproponowała, że skoro ma wózek to mi te siaty podrzuci pod klatkę i po drodze pogadamy.

Podrzuciła, pogadałyśmy.

Ja to się potrafię urządzić nawet dzięki czyjemuś teściowi. Dzięki Madziu:)

Tagi: codziennik
19:31, blueish
Link Dodaj komentarz »
Czy zęby też umyłeś?

- Czy zęby też umyłeś? - spytałam wczoraj pierworodnego kiedy przyszedł się przytulić przed spaniem.

- Umyłem.

- A ile zębów umyłeś dziś?

- A dziś to żadnego. Ale w ogóle myłem je już miliony razy...

Sprawdzian z historii

Nie, to nie o odzyskaniu niepodległości ani też o tym, że niekoniecznie wszyscy wiedzą, co z ta wolnością można fajnego zrobić.

Padlinożerca ma we wtorek sprawdzian z historii. Z szeroko rozumianego pojęcia upływu czasu, czasu przed nasza erą, epok, wieków, źródeł historycznych... Sam się do powtórki nie kwapił, więc odrobinę go sterroryzowałam, poleciłam przeczytac uwaznie cały rozdział w książce, a potem wręczyłam kartkę z ośmioma pytaniami.

Nieżle mu poszło, chociaż... Mając datę jakiejś bitwy pomylił się, który to wiek i... nie wiedział jakie to wydarzenie oddziela czasy przed naszą erą od czasu naszej ery.

niedziela, 05 listopada 2017
Ach to prawo i sprawiedliwość...

Mimo woli obserwujemy jak ustawa dezubekizacyjna rujnuje życie znanemu nam małżeństwu emerytów. 

I bez tej ustawy nie najlepiej radzili sobie z upływającymi latami, nie najlepszym zdrowiem, kłopotami z dyscypliną wewnętrzną, by czymś dobrym i twórczym zapełniać swoje życie.

Nie byli też mistrzami w zarządzaniu swoimi finansami mówiąc bardzo eufemistycznie.

A teraz - oprócz trudnej dla nich sytuacji finansowej, bo wymagających drakońskich cięć - ich życie czymś się zapełniło. Nienawiścią i pływającymi w nich migawkami z dnia codziennego jakie to życie jest do wiadomej części ciała. 

W mojej rodzinie kipiącej negatywnymi uczuciami do panującego w PRL-u systemu w związku z tym jak dziadek siedział w więzieniu, bo jego brat uciekł z transportu pod Katyń, albo jak babci chciano wręczyć bilet w jedną stronę - tylko dla niej, bez męża i dzieci, bo urodziła się za oceanem i wieloma innymi historiami, nigdy te negatywne uczucia nie miały takiego natężęnia, a jak ciotki odespały pracę zmianową to nawet potrafiły z okropności systemu żartować. 

Znane małżeństwo nie potrafi. Zachłystuje się niesprawiedliwością i nieszczęściem.

Czy ci, którzy wprowadzili te drakońskie zmiany nie mogli przeliczyć tych emerytur wg takich samych zasad jak informatykom czy lekarzom pracującym poza służbami? A jeśli ktoś popełnił zbrodnię to chyba jednak sprawa powinna toczyć się w sądzie, a nie być rozwiązywana przez publikowanie czegokolwiek w Dzienniku Ustaw?

Dlaczego niektórzy jedyne, co potrafią to wdrażać Kodeks Hammurabiego, który owszem był innowatorski, ale parę tysięcy lat temu... A, jeszcze "Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach". I ktoś mówi, że Ewangelia to przeżytek?

Dobrze współgra

Panie na religii oczywiście rozmawiały z dziećmi o tym jak ważna jest modlitwa za naszych zmarłych i jak potrzebna tym w czyśćcu. Chyba dotarło, bardzo tego pilnują podczas wieczornej modlitwy.

Wytłumaczyłam z kolei Dziecku Najstarszemu ideę odpustu zupełnego ofiarowywanego za zmarłych. Też potraktował to poważnie - i wykorzystał swoją(?) moc.

A nie tak dawno na placyku Buras huśtając się z córką przyjaciółki Mamy Lepszej Ode Mnie - na oko z rok starszej od Burka - tłumaczył Natalce, że dotrze jest chodzić w niedzielę na mszę, bo tam można się czegoś dowiedzieć o Panu Jezusie.

Potem tylko okazało się, że jedno wierzy w Jezusa, a drugie w Pana Boga i nie do końca byli pewni czy wierzą w to samo...

Tak czy siak, zachwycam się tym, że jak życie religijne staje się jednym z elementów codzienności to pięknie ją ubogaca, a - z punktu widzenia kilkulatka - religia ma taki sam sens praktyczny jak liczenie czy czytanie:) 

"Tajemnica bzów"

Książkę o takim tytule wybrałam sobie na miły wieczorny relaksik jak juz przypadkiem będę mieć chwilę na lekturę. Chwil za wiele nie było, ale biblioteka postraszyła mnie mailem, że upływa termin, a przedłużyć się nie dało, bo zamówiona, więc się zmobilizowałam.

Jak zwykle, książka była wcale nie o tym czego się spodziewałam.

Zamiast lekkiej i zabawnej opowieści o miłym małym miasteczku, dostałam historię rodzinną, czasy międzywojenne i okupację. Podobnie wstrząsającą jak "Genialni. Lwowska szkoła matematyczna", o tym jak nieprawdopodobnie destrukcyjne i rozprzestrzeniające się szybciej niż pożar jest zło i nienawiść.

Do tej pory się zastanawiam dlaczego nie codziennie dziękuję za wannę z ciepłą wodą, kanapki ze świeżego chleba z chrupiącą skórką, ciepła kurtki, spacery z dziećmi i przyjaciółmi i inne takie pierdoły, które - teraz oczywiście nam należne - mogłyby stać się nieosiągalnym rarytasem gdyby jakiś wariat jednak doszedł do wniosku, że potrzebuje więcej kasy, przestrzeni życiowej czy poligonu do testowania sprzętu...

Udał mi się relaks...

Magdalena Kordel "Tajemnica bzów".

Weekend z narzeczoną

Moi synowie nieustająco mają narzeczone. Buras chyba trzy, a Rekin wprawdzie jedną, ale za to trzeci rok tę samą. W sumie to nie miałabym nic przeciw, by dla Zofii przestać być ciocią, a stać się teściową:)

Wczoraj po południu poszliśmy z chłopakami odwiedzić narzeczone. Przez pierwsze dwadzieścia minut budowali jaskinię z łóżka piętrowego, krzeseł i morza poduszek i było ekstra. Potem odkryli, że piekące się ciasto i za nic nie można ich było przepłoszyć spod piekarnika. Żeby siedzieli pod tym piekarnikiem cicho to luzik, ale i nie całkiem siedzieli i zupełnie nie było to ciche.

Ale bardzo byłyśmy zdeterminowane, żeby jednak w miłej atmosferze wypić herbatę i porozmawiać. I słuchajcie, udało się. Wkręcili się w prace plastyczne i twórczość artystyczna okazała się na tyle absorbująca, że  poziom hałasu zauważalnie spadł.

Potem zjedli ciasto. Sęp z trzema dokładkami. Cały czas nie wiem, czy ciasto jako takie aż tak mu smakowało, czy fakt, że było posypane cukrem pudrem, któremu Ścierwojad nie potrafi się oprzeć:D

Baaardzo udana wizyta.

A dziś spotkaliśmy się przypadkiem na mszy w naszej starej parafii. Pogoda jak marzenie, więc wracaliśmy spacerem. Rekin z Zosią za rękę, Burek szeleścił w resztkach liści, a my miałyśmy jeszcze chwilę czasu na pogadanie.

Miło:)

Tagi: codziennik
18:39, blueish
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 165